Wędkarstwo i BASS'ta!

Spławik i grunt u schyłku lata.

Written By: Tomek Straszewski - sie• 16•14

100_9502

 

 

Zbliża się koniec wakacji i koniec lata. Ruch turystyczny ma już widoczną tendencję spadkową. Na wszelkich akwenach wodnych maleje liczba łódek, żaglówek i kąpiących się wczasowiczów. Powoli wraca spokój.

Noce są już wyraźnie chłodniejsze i dłuższe, pogoda często nie rozpieszcza. Również temperatura wody w akwenach się zmienia, oscylując w optymalnych wartościach(16-20 stopni) dla większości ryb.

Uwielbiam ten czas. Wyciągam z pokrowca odległościówkę, quiverka i szykuję się do wieczorno- nocno-rannej zasiadki. Wybieram mniejsze łowiska t.j. starorzecza, niewielkie jeziora, stawy, kanały. W miarę kameralne łowiska.2014-07-02-1981widok Celem moich wypraw u schyłku lata są leszcze, liny, karpie, karasie i płocie.

Zestawy, które stosuję, są bardzo proste.

Odlegościówka trzy składowa w długości 4,20 m. Kołowrotek w wielkości 2500-3000, niekoniecznie matchowy. Może być uniwersalny. Na szpuli mam nawiniętą bardzo dobrej jakości, tonącą żyłkę 0,18-0,20 mm. Najczęściej TRABUCCO XPS MATCH SINKING ale ostatnio używam żyłki DRAGONA X-TREME MATCH (kapitalna żyłka) . Przypon długości około 30-40 cm, również bardzo dobry jakościowo jak żyłka główna (SHIMANO ASPIRE, TRABUCCO MATCH STRONG, ROBINSON SUPERCUP). Średnica przyponu, od 0,10 – 0,12 mm w przypadku gdy w łowisku dominuje płoć, leszcz czy krąp, od 0,14 – 0,18 mm gdy w łowisku występuje lin, karaś albo karp. Przypon łączę z żyłką główną małym(10-14) krętlikiem. Obciążenie składa się z ołowianej, przelotowej oliwki z rurką igielitową oraz małej, pojedynczej śruciny sygnalizacyjnej na przyponie. Wielkość haczyków uzależniam od rodzaju przynęty i wielkości poławianych ryb. Najczęściej łowię na białe robaki, kukurydzę lub pęczak. Do tych przynęt stosuję haczyki w jasnym kolorze(złoty, srebrny) w wielkościach od 12 do 8. Rzadziej stosuję czerwone robaki lub rosówki. Wtedy używam ciemnych haków w wielkościach od 10 do 4. Spławiki przelotowe, z dociążeniem w korpusie lub bez, swobodnie poruszające się po żyłce (żyłka przechodzi przez uszko spławika ), blokowane stoperami sznurkowymi lub silikonowymi. Gramaturę spławików dobieram w zależności od odległości na jakiej będę łowił, głębokości łowiska i warunków pogodowych panujących na nim( np.  im większy wiatr i fala tym bardziej wyporny spławik).  Na taką nocną zasiadkę, stosuję spławiki do których mogę bez problemu zamocować świetlik. Może on być mocowany do antenki albo za pomocą silikonowej rurki albo stosuję spławiki, których konstrukcja daje nam możliwość zamocowania świetlika w jego wnętrzu(np. EXPERT CHEMI LIGHT MATCH, EXPERT NIGHT-LIGHT MATCH). Spławiki wyważam tak, żeby wystawała tylko 1,5-3 cm końcówka spławika. Widać wtedy wyraźnie wszystkie brania, i te podnoszone i te ,,przytapiane,,.

Zestaw do łowienia z koszyczkiem również jest bardzo prosty i klasyczny.

Wędka typu quiver długości 3 metrów i ciężarze wyrzutowym 10-40 gram. Kołowrotek wielkości 3000. Może być z wolnym biegiem, na łowiskach gdzie można spodziewać się karpi ta opcja może się przydać. Żyłka z przeznaczeniem do metod gruntowych. Ja używam SUFIX-A FEEDER MONO w grubości 0,23 mm. Znakomita, wytrzymała, i nie odkształcająca się żyłka. Z podobnych żyłek śmiało polecam TRABUCCO  SPECIAL FEEDER albo FIUME FEEDER. Przyponówka w średnicach 0,14 – 0,20 mm, tych samych marek jakie wymieniłem w przypadku odległościówki. Również w metodzie gruntowej przypon z żyłką główną łącze krętlikiem(odpowiednio większym). Przed krętlikiem, na żyłce głównej zakładam tzw. zbijak. Najczęściej jest to bardzo duży stoper albo duży silikonowy koralik, taki jaki stosuje się w zestawach morskich. Zabezpiecza to węzeł przed uszkodzeniem, przez poruszającą się po żyłce głównej rurkę antysplątaniową. Jeśli chodzi o obciążenie, to najczęściej używam koszyków zanętowych z niewielkim dociążeniem, 15 – 30 gram. Co do haczyków, to obowiązuje ta sama zasada jak w odległościówce( patrz wyżej ). Ponieważ to zasiadka nocna również stosuję świetliki. W sklepie są dostępne specjalne świetliki do drgającej szczytówki. Rozprowadza je TRAPER pod nazwą CLIP-ON. Produkowane są w trzech rozmiarach SS, S i M. Każdy rozmiar jest do innych średnic szczytówek. Wystarczy tylko dopasować do grubości naszej szczytówki i szlus. Montuje się je bardzo łatwo i sprawnie, świecą długo i intensywnie. Nie używam dzwonków. Jakoś nie mam serca do nich. Często je gubiłem.

Zanęty.

Używam gotowych mieszanek. Do odległościówki o mniejszej frakcji, dobrze pracującej w wodzie. Polecam coś z zanęt LORPIO, z serii MAGNETIC, w zależności na jaką rybę się nastawiamy. Do tych zanęt nie stosuję żadnych dodatkowych atraktorów zapachowych. Dosypuję tylko pinkę, słodką kukurydzę czasami pęczak.

Do łowienia z koszyczkiem również stosuję gotowe mieszanki przeznaczone do feedera. Przykładem tu niech będą zanęty TRAPER FEEDER DYNAMIC, MONDIAL-F TEAM FEEDER czy LORPIO SPECIAL FEEDER. Dodatki takie jak wyżej.

Wyposażeniem dodatkowym i koniecznym do takiego łowienia są : latarka(!!), wiadro zanętowe, wypychacz, podbierak, siatka na ryby, prowiant( w tym coś słodkiego), termos z gorącą kawą lub herbatą, ciepłe ubranie (nocki a szczególnie poranki już chłodne), aparat fotograficzny, coś przeciw deszczowego i repelent na komary.2014-07-02-1988 art1

Do tego jeszcze dobre towarzystwo( wędkowania samemu w nocy nie polecam ), dużo samozaparcia, trochę szczęścia i pozytywnego myślenia.2014-07-03-1999art3

Takie zasiadki mają swój niepowtarzalny urok. Czuć już gdzieś w powietrzu nadchodzącą jesień ale przyroda wokół jeszcze na pełnych obrotach, chłód poranka rześki i przejmujący ale skutecznie odpędza sen.2014-07-14-2022 m1

No i ryby… . W świetnej kondycji, silne i waleczne.

Powodzenia na spławikowo-gruntowych zasiadkach u schyłku lata.

Do następnego razu…

 

Tomek ,,Strachu,, Straszewski

Szwecja,szczupaki i inne przysmaki…cz. 2

Written By: Tomek Straszewski - cze• 23•14

 

DSC_9364 t1

 

ODSŁONA PIĄTA

,, DO BOJU!! ,,

Dziwne, spałem bardzo krótko a nie było problemu ze wstawaniem. Podobnie jak wszyscy. No, może Remik coś tam lekko marudził, że głowa boli czy coś. Kawa i herbata, dobre  śniadanie stawia wszystkich na nogi. Nie straszne nam problemy techniczne, czuć wyraźnie bojowy nastrój i pełną mobilizację .

Cris już dawno na nogach. Od wczesnych godzin porannych analizował wszystkie wczorajsze, techniczne awarie. On też jest bojowo nastawiony, wszystko się naprawi. Miejmy nadzieje.

No, dobra panowie! Do roboty! Szykujemy sprzęt, ubieramy się, prowiant spakowany, coś do picia, coś słodkiego. Zbiórka przed domem.

Trzeba nakręcić przygotowania, coś pokazać,powiedzieć. Szybko się z tym uporaliśmy i lecimy nad wodę.

Niestety, trzeba znów dźwigać akumulator. Sprzętu też jest trochę. Po drodze robimy dwa, trzy przystanki. DSC_1831 mękaAkumulator niesiemy na zmianę.

Dzisiaj wyraźnie widać, że tutaj wiosna dopiero puka do drzwi. Drzewa bezlistne, tu i ówdzie zakwitły dopiero przylaszczki. Świeci słońce ale temperatura oscyluje w pobliżu zera stopni. Wieje lekki ale lodowaty wiatr.

Dotarliśmy w końcu do pomostu. Przy wejściu na pomost jest sporej wielkości skałka. Wdrapuję się na nią. Staję na szczycie. Widok stąd jest niesamowity. Za mną wdrapuje się Robert, robi kilka fotek.DSC_1833 pejzaz

W tym czasie reszta załogi pakuje graty na łódki. Cris od razu bierze się do pracy przy silnikach. Na pierwszy rzut idzie silnik na małej łódce.

Ustalamy kto i na której łódce będzie pływał. Zgłaszam się dobrowolnie na dużą łódź. Pomimo gremlina na pokładzie jakoś polubiłem tą łajbę. Ma w sobie to coś….

Dołącza do mnie Robert. Remik, Konrad i Jarek będą pływać na mniejszej. Chłopaki to mistrzowie castingu, skusiły ich specjalne podesty na małej łodzi, z których naprawdę wygodnie się łowi, nawet we trzech. No, pomijam fakt, że mała łódka jest wyposażona w echosondę. Duża niestety nie.

Mija godzina kiedy Cris oznajmia, że silnik w małej łodzi jest gotowy. Chłopaki błyskawicznie pakują się na pokład, odpływają i zaczynają łowienie.

Teraz kolej na walkę z silnikiem na dużej łodzi. Na początku Cris walczy sam, potem Robert przyłącza się do tej nierównej walki z gremlinem.

Czas mija. Chłopaki przestali grzebać w silniku, za to rozebrali mechanizm manetki i stacyjkę. Z nudów biorę do ręki wędkę i zaczynam dokładnie obrzucać wodę wokół łodzi. Próbuję różne przynęty woblery, wahadła jednak szybko wracam do gum. Woda wokół płytka i zarośnięta, gumy zdecydowanie najlepiej sobie radzą w takim terenie.

Mija kolejna godzina, a może dwie… . Tracę rachubę czasu. Robert z Crisem zrobili postęp jeśli chodzi o naprawę silnika. Zdołali go uruchomić i przywrócić mu moc. Jednak nadal nie ma wstecznego. Na dodatek znów rozładowali akumulator. Cris stwierdził,że nie możemy pływać z takim akumulatorem więc pojedzie i kupi nowy. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na łodzi. Robert również chwyta za wędkę i zaczynamy razem czesać wodę.

Jarek, Remik i Konrad podpłynęli na chwilę zapytać jak wygląda sytuacja. Pytamy czy coś złapali. Niestety jest bryndza. Jarek mówi, że woda ma temperaturę około 5-6  stopni co nie wróży dobrych brań. Po wymianie informacji odpływają w najbliższą zatoczkę i bombardują wodę przynętami.

Mija kolejna godzina, nie dzieje się kompletnie nic. Zaczyna mi siadać psycha. Robert też jest nie w sosie. Zaglądam do swojego plecaka i…kurcze! Zapomniałem, że spakowałem do niego buteleczkę grejfrutówki! Szybko nalewam po kieliszku ( Jarek zostawił zestaw turystycznych kieliszków, na szczęście ). Za odmianę losu!

Błyskawicznie po żołądku rozlewa się fala ciepła i jakoś się człowiek rozluźnił. Rzuty lepiej wychodzą i zimno przestało przeszkadzać.

Z tego przyjemnego letargu wyrywa mnie krzyk Roberta, siedzi! Patrzę z niedowierzaniem na wygiętą wędkę Roberta.DSC_9331 rob Za chwilę widzę i rybę. Szczupak jest niezbyt okazały, tak na oko około 60 cm. Dobre i to ! Radość nie trwa długo, bo ryba wypina się przy samej łodzi. Cholera jasna!! Robert kwituje to spokojnym,, Trudno, nie duży był. ,,

Nieważne, kontakt z rybą polepsza nasze nadszarpnięte morale. Dalej biczujemy wodę. Kontem oka widzę wzmożony ruch na łódce chłopaków. Stoją od nas jakieś 100 metrów. Widzę kamerę w rękach Jarka i Konrada wychylającego się przy burcie. Mają rybę! Czyżby coś się zaczęło dziać? Jak na zawołanie słyszę Roberta, siedzi! Szczupak dzielnie walczy w plątaninie roślin. Robert siedzi wysoko, na nadbudówce łodzi więc musi się trochę nagimnastykować żeby podebrać rybę. Udaje się. Szczupły ma około 60-65 cm ale jest nieźle opasiony i gruby. Buzi i do wody. Uśmiechnięta twarz Roberta mówi sama za siebie.

Znów widzę zamieszanie na łódce Jarka. Wygląda na to, że mają kolejną rybę. Trzeba wzmóc czujność, bo wygląda na to że szczupaki postanowiły, że czas na obiad.

Przy którymś rzucie czuje energiczne łupnięcie w gumę, zacinam odruchowo wędka wygina się w łuk i zaczyna rytmicznie podrygiwać. Trochę chlapaniny i z wody wyjeżdża kolejny gruby sześćdziesiątak.DSC_9328 szcz1 Nareszcie mam rybę!! Fotka, buźka i do wody.

Jak duch, za naszymi plecami, na pomoście pojawia się Cris. Streszczamy mu szybko ostatnie 20 minut. Widzi nasze podekscytowanie, montuje szybko akumulator ( nie wygląda na nowy ). Odpalamy silnik, pracuje bez zarzutu, tylko wstecznego ciągle nie mamy. Trudno, da się przeżyć. Machamy na  chłopaków, muszą przypłynąć żeby odciągnąć nas od pomostu. Dalej damy sobie już radę.

Przypływają, odciągają nas na otwartą wodę. Pytam o ryby. Jarek zdaje relację i pokazuje poharataną dłoń. Mieli spore ryby.DSC_1838 jar1 Siadam za kółkiem, przesuwam manetkę do przodu. Łódź rusza ochoczo. Aż korci, żeby docisnąć manetkę mocniej ale wole nie ryzykować i nie robić zbyt dużo hałasu. Do boju, bo szczupaki zgłodniały!

ODSŁONA SZÓSTA

,, Happy hours,,

Ustawiamy się w pierwszej zatoce. Tam gdzie chłopaki stali poprzednio. Oni też ustawiają swoją łódkę obok naszej. Łowimy…

Na efekty długo nie trzeba czekać. Robert zapina ładnego siedemdziesiątaka. Dosłownie kilkanaście sekund później Konrad ma ładną rybę.DSC_9473 kon1 Wszyscy łowią Sebile-ami. Magic Swimmer-y w wersji miękkiej i twardej, Stick Shadd-y. Tylko ja łowię ,,niepolitycznie,, na gumę innego producenta.

Chyba wszyscy już zaliczyli po ładnej rybie tylko u mnie coś słabo. W końcu czuję konkretne walnięcie w przynętę. Zacinam i czuję przyjemny ciężar. Ryba stawia mocny opór. W przeźroczystej wodzie widzę jak szczupak targa pyskiem próbując pozbyć się przynęty. Pod powierzchnią wyraźnie widać jaki jest szeroki. Chwytak idzie w ruch i ryba ląduje w moich rękach. Ma dobrze ponad 70 cm. Z tego wszystkiego zapominamy o aparacie i kamerze, które mamy na pokładzie. Jarek nas zabije za brak fotek i filmów. Nie ma za bardzo na to czasu, bo Robert znów holuje rybę. Odhaczam rybę najdelikatniej jak mogę (przynęta jest mocno i pewnie zażarta) i szybko zwracam jej wolność. Robert podbiera swoją rybę. Ma na pewno około 80 cm. W ferworze tego wszystkiego nie zabraliśmy miarki ze sobą, masakra. Odmierzamy ryby ,,do uda,,. Amatorka na maksa.

Kolejne rzuty, jest parę pobić, są spady, naprawdę się dzieję. Chłopaki dają mi reprymendę co do przynęt jakie używam. Dobra,dobra już zmieniam…

Zakładam 14 centymetrowego  Stick Shadda w wersji suspending. Niebieski grzbiet i przeźroczysty korpus. Chwila…? Co on ma w środku?! Wobler (bez sterowy) Wypełniony jest bezbarwnym płynem, jest też kilka stalowych kulek. Ciekawe. Szoku doznaję wtedy gdy potrząsam woblerem… . Tam jest jeszcze jeden płyn!! Czerwony jak krew! W momencie kiedy potrząsam ponownie woblerem, ten czerwony płyn przemieszcza się w środku i zabarwia wnętrze woblera na lekko czerwonawy kolor. Wygląda to tak, jakby wobler doznał krwotoku wewnętrznego. Może właśnie to ma imitować ta przynęta. Ranną, pokrwawioną rybę? Niezły patent.

Tego wobka założyłem na mocniejszy kijek. Konrad wczoraj wręczył mi do testów Fenwicka z serii ELITE TECH WALLEYE. . Dokładnie model dwu częściowy, długości 6,9 stopy( 2,05 m ) i ciężarze wyrzutowym od 1/8 do 7/8 uncji (3-25 gr ). Właśnie do takich przynęt.

Rzut w kierunku trzcin. Prowadzę Stick-a krótkimi energicznymi szarpnięciami, robiąc krótkie, nieregularne pauzy. Właśnie podczas tych zatrzymań wobler wolniutko tonie, lusterkując delikatnie. Po następnym rzucie gdy wobler jest jakieś 5-6 metrów od łodzi zatrzymuję go na 3 sekundy. Widzę jak zaczyna powoli opadać. Za chwile już go nie widzę, bo znika w szeroko otwartej, najeżonej zębiskami paszczy. Nie mam pojęcia skąd wyskoczył ten szczupak! Woda jest przeźroczysta, woblera widziałem, ryby nie. Prędkość z jaką następuje atak jest niesamowita.

Hol jest dynamiczny i emocjonujący. Ryba parę razy nurkuje gwałtownie pod łódkę. W końcu udaje mi się ją pochwycić chwytakiem.

Jest większa od poprzedniej. Pewnie blisko 80 cm. Robert ma za moment rybę ale wypina mu się w pobliżu łódki. kątem oka widzę, że chłopaki na swojej łódce też mają co robić. U nich kamera jest co jakiś czas w ruchu.

Przez następne 15-20 minut nie mam żadnego brania, pobicia czy odprowadzenia. Odkładam ELITE TECH-a. Wracam do swojego AETOSA  (1,98 m , 3-21 gr ) i ,,niepolitycznych,, gum.

Kilkanaście rzutów i nic. U chłopaków znów zamieszanie na łodzi. Nie wiem czy rybę ma Konrad czy Remik. Muszę się bardziej przyłożyć. Staram się poprowadzić gumę w jak najwolniejszym opadzie. Tam gdzie łowimy jest jakieś 1,2-1,5 metra wody i kępy morszczynu, odznaczające się wyraźnie ciemnym pasem. To stamtąd wychodzą ryby. Woda jest przejrzysta i klarowna.

Czuję potężne kopnięcie na wędce. Po zacięciu nie ma charakterystycznych szybkich szarpnięć. Są za to powolne, mocne, miarowe pociągnięcia. Ryba trzyma się w pobliżu dna. Parę razy kołowrotek oddaje kilka metrów plecionki, chociaż hamulec jest dość mocno dokręcony. To nie jest mała ryba! Robert widząc co się dzieje, szybko schodzi do kabiny po kamerę i zaczyna kręcić. Ryba kołuje powoli i majestatycznie w pobliżu łodzi. Teraz wyraźnie ją widzę.Szczupak jest naprawdę duży. Czuję nerwa, bo to na pewno jest mój rekord. Parę razy ryba odjeżdża od burty. W końcu udaje mi się dobrze zapiąć szczęki chwytaka i podbieram rybę. Jest długa i masywna. Cholera, że nie mamy miarki. Przykładam do nogi, czubek pyska mam na wysokości mojego kolca biodrowego, ogon ryby lekko dotyka dna łodzi. Zmierzymy później tą odległość. Bezapelacyjnie mój rekord! Radocha jak jasna cholera. Wypinam przynętę z pyska. Robert odkłada kamerę, bierze aparat i strzela fotki.DSC_9345 szcz2 Ostatni rzut oka na rybę i do wody. Przytrzymuję ją przez chwilę pod powierzchnią wody. Czuję jak ryba się napręża, puszczam i szczupak powoli odpływa. Micha mi się cieszy, w niepamięć idą wszystkie dzisiejsze złe zdarzenia. Jest dobrze!

Piętnaście minut później doławiam jeszcze szczupaczka około 60 cm i brania ustają. Od momentu jak złapaliśmy pierwszego szczupaka przy pomoście, minęły niespełna dwie godziny. Wszyscy zaliczyliśmy niezłe ryby. Dzień chyli się ku końcowi. Przeczesujemy jeszcze kilka dalszych zatoczek, jednak już bez efektów. Kończymy łowienie i płyniemy do pomostu.

Wracając stwierdzam, że muszę spróbować co ten silnik potrafi. Przesuwam manetkę zdecydowanie do przodu.DSC_9550 Łód Łódź szybko wchodzi w ślizg i…po prostu leci. Pięknie się kładzie w zakręty. Tak, ta łódź ma w sobie coś…

ODSŁONA SIÓDMA

,, Urodzinowy wieczór ,,

Odmiennie do dnia wczorajszego, w drodze na kwaterę żywiołowo dyskutujemy na temat dzisiejszych wyników. Dochodzimy do domu. Teraz jakiś dobry, ciepły posiłek i kropelka czegoś mocniejszego z toastem za udane połowy.

Pada pomysł żeby rozpalić grilla. Niezła myśl! przecież w lodówce leży ogromny kawał karkówki. Przyjeżdża Cris. I tu miła niespodzianka. Jakiś czas przed wyjazdem miałem urodziny. Wtedy dostałem przez net mnóstwo życzeń, w tym również od Crisa. Dzisiaj wręczył mi z tamtej okazji wielką butlę Jacka Danielsa. Znów zapowiada się dłuugi wieczór.

Konrad zabrał się za szykowanie opału i rozpalanie grilla. Ja za karkówkę. Reszta za picie i gadanie.

Karkóweczkę pokroiłem na kilkanaście plastrów, dobrze doprawiłem i zamarnowałem. Przy stole zrobiło się głośno, radośnie i intensywnie. Oglądaliśmy zdjęcia, z wypiekami na twarzy relacjonowaliśmy każdy hol. Jarek i Konrad złapali naprawdę ładne sztuki. Jarek 96 cm a Konrad 95 cm. Cieszę, że również mój szczupak przekroczył 90 cm. W domu zmierzyłem odległość pomiędzy podłogą a kolcem biodrowym. Wyszło 94 cm. Nieźle. Mój nowy rekord. Taki urodzinowy prezent.

Dalsza część wieczoru była równie intensywna. Karkówka wyszła wyborna, whisky smakowała wyśmienicie a opowieści, kawały i anegdoty sypały się jak z rękawa. Znów poszliśmy późno spać. Przed nami kolejne dni walki..

ODSŁONA ÓSMA

,, Powrót gremlina ,,DSC_9523 szcz3

Następne dni przynoszą ciągłe pogorszenie pogody. Ryby współpracują słabo. Nie to żeby nic się nie działo. Łowimy szczupaki owszem ale wszystkie w granicach 50-70 cm. Wykorzystujemy ten czas, żeby nagrać materiał o przynętach SEBILE-a i sposobie ich prowadzenia. Konrad z Remikiem mają o tym gigantyczną wiedzę, wynikającą z praktyki. Ważne są wszystkie smaczki i niuanse w prowadzeniu poszczególnych przynęt. Będzie można to zobaczyć na filmie.

Gdzieś około poniedziałku, w połowie dnia, obławiamy jedną z zatok niedaleko przystani. Łódki stoją w niedużej odległości od siebie.

W pewnym momencie chłopaki stwierdzają, że płyną dalej. Jarek łapie za linkę od zapłonu, szarpie energicznie kilka razy i …dupa. Silnik nie zapala. Znów kilkanaście prób i nic. Zdenerwowanie daje o sobie znać. W eter idą niecenzuralne wiązanki.

Kolejna seria prób uruchomienia. Nagle, słychać trzask rozsypującego się mechanizmu rozruchu (sprężyny). Jarek stoi z urwaną linką w ręce. Cisza jaka następuje po tym, jest wymowna. Gremlin powrócił…

Zostało jeszcze parę godzin do zmierzchu.  Spływamy do przystani. Podpychamy chłopaków pod pomost a sami postanawiamy jeszcze trochę popływać.DSC_9483 jazda

W końcu i my kapitulujemy i kończymy łowienie. W domu Cris z Konradem próbują naprawić uszkodzony rozruch. Bez efektu.

Jak długo ten cholerny gremlin będzie nas prześladował..

W pewnym momencie, Jarek z Crisem wsiedli do auta i gdzieś pojechali. Pomyślałem, że pewnie na stację benzynową po paliwo i jakieś pieczywo. Jakże wielkie było moje zaskoczenie gdy po około 1,5 godziny wrócili z….nowiutkim, 5-konnym, czterosuwowym silnikiem!

Cris po prostu kupił nowy silnik. Widać sam miał już dość ciągłych awarii.

Pięć koni to nie dużo, biorąc pod uwagę ogrom wody jaki mieliśmy do dyspozycji ale jak się przekonaliśmy w ciągu tych paru dni, nie ma potrzeby pływać daleko, żeby połowić. Taki silnik do mniejszej łódki jest ok. Będzie dobrze.

ODSŁONA DZIEWIĄTA

,, Zmęczenie materiału ,,

 

Wieczorem siadamy wszyscy przy stole. Po mimo tego,że sprawa silnika do małej łodzi się wyjaśniła nie widzę entuzjazmu na twarzach kolegów. Zamiast tego widzę…zmęczenie. Potężne zmęczenie.

Od czwartku jechaliśmy równo na adrenalinie i euforii. Nie przeszkadzało późne chodzenie spać, wczesne wstawanie. Teraz było widać wyraźnie, że nastąpiło zmęczenie materiału. Zmęczenie fizyczne i psychiczne. Co teraz?

Są na to dwie metody. Pierwsza prostsza, odpuścić sobie. Położyć się wcześniej spać, wyspać się, wstać późno, na luzaka, można nie wypływać.

Druga metoda, zacisnąć zęby, zrobić dobrą, smaczną kolację. Wychylić parę szklaneczek czegoś mocniejszego, pośmiać się trochę, pożartować. Znowu iść późno spać, wcześnie wstać i łowić od rana do nocy.

Wybraliśmy tą drugą metodę. Trzeba być twardym a nie miękkim! Zmusić organizm do aktywności i takiego intensywnego trybu pracy, można go w ten sposób oswoić i przyzwyczaić.

I wiecie co? Udało się!

ODSŁONA DZIESIĄTA

,, Triumfalny finisz chłopaków ,,

Konrad z Remikiem muszą wracać 7-ego, w środę, wieczorem do Polski. Ja, Jarek i Robert wracamy 3 dni później.

W środę rano jak zwykle meldujemy się na pomoście. Pakujemy się do łódek i na wodę. Dla chłopaków, to ostatnie łowienie tego wyjazdu. Mają lekki niedosyt jeśli chodzi o rozmiar ostatnio łowionych szczupaków. Przeważają ciągle sześćdziesiątaki.

Wypływamy. Od razu ustawiamy się w pierwszej zatoce. Na początku nic się nie dzieje. Wszyscy zmieniają przynęty. AT-MINNOW-y, MAGIC SWIMMER-y, STICK SHADD-y i SVARTZONKERY od ABU, gumy BERKLEY-a.

Od paru dni, prawie nie zdejmuję z agrafki ,,twardego,, Magic Swimmer-a, w wersji suspending (45 gr). Robert męczy Stick Shadd-a.

Łódki stoją od siebie w odległości 10-15 metrów . Rzucamy tak, żeby sobie nie przeszkadzać.

Słychać podniesiony głos Remika : ,, Ryba!! I to ładna!! ,, . Rzeczywiście, kij wygięty solidnie. Widać wolne, miarowe, silne przygięcia. Wiry na wodzie są naprawdę spore. Znów dłuższy odjazd. Za moment ryba wychodzi do powierzchni. Teraz wyraźnie widać jak jest gruba. Trochę chlapaniny przy łódce i Remik sprawnie podbiera,, mamuśkę,, . Będzie około metra. Jarek wszystko kręci. Ryba ma 97 cm. Znów zabrakło niewiele do magicznej setki.DSC_1949_s

Jarek nie zdążył odłożyć kamery. Tym razem Konrad ma ładną rybę. Znów gruby szczupak. Krótka sesja zdjęciowa i ryba wraca do wody.Dobija nas Jarek wyciągając piękną, tłustą ,,mamusię,, .DSC_1927_s  Cholera, tylko u mnie i Roberta jakaś cisza. Trzy sekundy później czuję łupnięcie na szczytówce. Mam rybę, nie jest to okaz ale około 70 cm jest. Robert chyba niezbyt zadowolony z sytuacji. Podejmujemy decyzję o przestawieniu się w następną zatoczkę. Tak też robimy.

Chłopaki nie próżnują. Co chwilę widzę jak Jarek dzierży kamerę. Robert krzyczy ,, Ryba!,, . Po kiju widać, że nie mała. Jednak po minucie walki spada.

Potem następuje dość długa przerwa w braniach. Nie dzieje się nic. Patrzę na łódź chłopaków. Podnoszą kotwicę i dryfują w naszą stronę.

Monotonia daje o sobie znać, czas płynie. Sam nie wiem ile już rzutów wykonałem 50-80 ? Zaczynam z nudów obserwować swoją przynętę jak pracuje w pobliżu łodzi. To, co następuje chwilę później, jest jak otrzeźwiający cios z otwartej w twarz. Widzę, jak nieśpiesznie gdzieś od dna odrywa się długi, rudawy, wrzecionowaty kształt. Po chwili widzę już tylko wielką, otwartą paszczę i znikającą w niej przynętę. Kij znacznie się ugina, ryba po zacięciu daje potężnego susa pod łódkę. Schodzi do dna i tam energicznie potrząsając pyskiem próbuje pozbyć się przynęty. Jest naprawdę silna.

Kątem oka widzę Jarka na drugiej łodzi, jak chwyta kamerę i kręci. Szczupak pięknie walczy. Mam spore problemy z podebraniem ryby.

W końcu chwytak jest na miejscu i ryba ląduje w łodzi. Blisko 90 cm. DSC_9675Zielonkawo-rudy zbój! Pięknie walczył. Zdjęcia, ryba do kamery i woda. Uff!! Pięknie.

Czas płynie nieubłaganie. Remik z Konradem kończą łowienie, muszą już się zbierać. Samolot mają za 4 godzinki.

Spływamy do pomostu. Chłopaki zabierają graty z łódki. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie,DSC_9726 pożegnanie i ruszają w drogę. Cholera jasna, szkoda…. Przynajmniej na pożegnanie woda obdarzyła ich pięknymi rybami.

Przepakowujemy z Robertem graty na małą łódkę, zabezpieczamy dużą, dosiada się Jarecki i dalej na wodę.

Do wieczora pływamy jeszcze za szczupakiem ale bez efektów. Pogoda z dnia na dzień się pogarsza. Wieczorem, przy stole jakoś cicho i markotnie. Wyjątkowo szybko idziemy spać.

 

C. D. N.

 

Tomek ,, Strachu,, Straszewski

 

 

 

 

 

 

Sum-owe zapasy czyli sum-o..

Written By: Tomek Straszewski - cze• 22•14

 Sezon sumowy już niebawem. Jak? Na co? Czym? Temat rzeka…

Trzy moje propozycje. Do spinningu, do trollingu i do gruntu.

Zestaw spinningowy:

zestaw na suma spinningowy

Wędka SHIMANO BEAST MASTER DX  2,7 m c.w. 50-100 gr.

Kołowrotek OKUMA SALINA 55 FD.

Plecionka BERKLEY WHIPLASH 0,21 mm 275 m do 26 kg.

Woblery SALMO BOXER 7 cm płytko i głęboko chodzące.

SALMO HORNET 9 cm.

RAPALA DT-20 7cm.

RAPALA SHAD RAP 9 cm, w wersjach płytko i głęboko schodzących.

SEBILE CRANKSTER 5,5 cm.

DORADO ALASKA 5 cm.

Dołożył bym jeszcze jakieś gumy w wielkości 10-18 cm. RELAKS, MANN,S(rippery) , DRAGON( Fatty, Reno killer, Bandit ).

Blachy wahadłowe, duże ALGI, GNOMY, KALEWY.

Kolorystyki przynęt różne. Sum nie jest wzrokowcem.

 

Zestaw trollingowy:

zestaw sumowy na trolling

Wędka ABU VERITAS(1302995-8,2) w wersji cast (z pazurem), 2,50 m c.w. 40-100 gr.

Kołowrotek( multiplikator ) CORMORAN CORCAST RS 400.

Plecionka SPIDERWIRE STEALTH GLOW-VIS BRAID 0,30 mm 270 mm do 33,9 kg wytrzymałości.

Przynęty można wykorzystać takie same jak przy spinningu.

 

Zestaw gruntowy:

sprzęt sumowy na grunt

Wędka TEAM DRAGON SILVER EDITION CATFISH 3,30 m do 300 gr. wyrzutu.

Kołowrotek PENN SPINFISHER SSV 6500 LL, wersja z wolnym biegiem.

Plecionka SUFIX 832 0,48 mm, 270 m, wytrztmałość do 45 kg.

Do tego ciężarki od 100 do 350 gram. Mocne sumowe haki i kotwice np. GAMAKATSU, VMC, OWNER.

Plecionka przyponowa SUFIX SUPER CAT albo DRAGON GIANT CAT.

To tylko kilka propozycji z baaardzo wielu możliwych.

Powodzenia w sumowych zapasach.

Do następnego razu.

Tomek ,, Strachu ,, Straszewski

Czas na sandacza…

Written By: Tomek Straszewski - maj• 28•14

 

104_0942

Wielkimi krokami zbliża się sezon sandaczowy.

Oto trzy moje propozycje, jeśli chodzi o sprzęt (podstawowy)

ZESTAW 1

Wędka Fenwick Elite-Tech Walleye Jigging, model EWS 63M-XF 6,3 stopy(1,9 m),  1/8-3/4 oz(3-21 gr). Cena około 849,00 zł.

Szybki, bardzo czuły, jednoczęściowy kij ze sporym zapasem mocy.

Kołowrotek Shimano Stradic 3000 SFD. Cena około 794 zł.

Precyzyjny, szybki, metalowy kołowrotek. Wzorowo nawija plecionkę!

Plecionka Dragon Ultra 8X Nano Braid, średnica 0,14 mm. Cena około 120 zł.

Gładka, ośmiosplotowa, mocna i trwała plecionka. Nie wyje po przelotkach, świetne właściwości rzutowe. Kolor seledynowy.

 

ZESTAW 2

Wędka Dragon Millenium HD Power Jig 2,25m, 5-25 gr. Cena około 210 zł.

Kij, który ma już ustaloną renomę. Od lat na rynku. Wklejka, szybka i precyzyjna. Znakomita relacja ceny do jakości.

Kołowrotek Spro Red Arc 10300. Cena około 410 zł.

Kręcioł też już znany i lubiany. Metalowa konstrukcja, bardzo dobry system nawijania plecionki, precyzyjny hamulec.

Plecionka Kamatsu Techron. Cena około 97 zł.

Solidna, wytrzymała, japońska linka. Najlepiej w kolorze fluo żółtym.

 

ZESTAW 3

Wędka Mistral Heavy Jig 2,4 m, 5-35 gr. Cena 152 zł.

Tania ale mocna i całkiem poręczna wklejka.

Kołowrotek Mitchell 300. Cena około 195 zł.

Bardzo precyzyjna, lekka, solidna maszynka za niewielkie pieniądze. Da radę na pewno.

Plecionka Savagear Finezze 0,13 mm. Cena około 58 zł.

Klasyczna 4-splotowa plecionka. Trwała i mocna. Żółta.

 

Jak zauważyliście wybrałem zestawy sandaczowe do łowienia metodą opadu, z łódki. Dlaczego tak?

W czerwcu to najskuteczniejsza metoda na mętnookiego drapieżce. Najatrakcyjniejsze łowiska wtedy, to zaporówki. Żeby dobrze połowić łódka jest konieczna.

Trzy zestawy sandaczowe w różnych pułapach cenowych. Każdy może znaleźć coś dla siebie.

Pozdrawiam i do następnego razu.

Tomek ,, Strachu” Straszewski

Zasssskakujące spotkanie.

Written By: Tomek Straszewski - maj• 26•14

 

 

Piękny, upalny, słoneczny dzień maja. Starorzecze Wkry. Woda szeroko rozlana, podniesiona, ale kryształowa.

Stoję pół dnia po kolana w cieplutkiej wodzie. Wykonałem już z 200 rzutów i nic. No, może nie do końca, licząc szczupaczka wielkości ołówka, próbującego połknąć poppera takiej samej wielkości jak on sam.

Przez cały dzień towarzyszy mi żaba wygrzewająca się w płytkiej wodzie za mną. Bacznie mnie obserwując wygląda na mnie z zalanych traw, jakieś pół metra ode mnie.P1000318

Jest już późne popołudnie. Czas już chyba kończyć łowienie.

Znienacka słyszę za mną cichy pisk. Zupełnie jak pisklę w gnieździe. Odwracam się i nie mogę uwierzyć w to co widzę!!

Tam gdzie jeszcze przed chwilą siedziała żaba leży…… metrowej długości zaskroniec!!! Trzyma w żelaznym uścisku szczęk żabę, za nogę.P1000348

Pisk, który słyszałem wydaje żaba. Wąż sprawnie poprawia chwyt i już trzyma ją w pół. Powoli, niespiesznie zaskroniec zsuwa się tyłem do wody i bez stresu opływa mnie 30 cm od moich nóg. P1000349

Stoję jak zahipnotyzowany, wąż zaparkował w przybrzeżnych trawach. Odwrócił żabę głową w stronę przełyku i połknął . Wyraźnie widziałem jak żaba wewnątrz jest przesuwana w kierunku żołądka.

Można mówić, że to dramat czy okropieństwo. Pamiętajmy, że to natura tak to zaplanowała. Drapieżniki zabijają dla zaspokojenia głodu, nie dla przyjemności.

Widywałem wcześniej zaskrońce, ale nigdy tak duże.

Dla mnie był to niesamowity spektakl.

Tomek ,, Strachu” Straszewski

Szwecja, szczupaki i inne przysmaki…

Written By: Tomek Straszewski - maj• 19•14

DSC_9294

 

 

WSTĘP

Tą autentyczną opowieść postanowiłem podzielić na dwie lub nawet na trzy części. Ilość zdarzeń i przygód jakie miały miejsce w czasie tych ośmiu dni, ich intensywność, charakter i zdumiewająca czasami absurdalność zasługują na szczegółowy opis.

Mam nadzieję, że podczas tej lektury choćby w minimalnym stopniu doznacie tych emocji i uczuć jakie nam towarzyszyły. Takie wyprawy pamięta się do końca życia.

Miłej lektury i…dobrej zabawy.

,,Strachu”

 

PROLOG

Kilka tygodni temu…

Na sklepie mnóstwo ludzi. Bardzo intensywny dzień. W przerwie pomiędzy rozmową z jednym, a następnym klientem w mojej kieszeni odzywa się telefon. Patrzę na wyświetlacz…JARECKI WTV.

Rozmowa trwała zaledwie 2 minuty. W skrócie wyglądała tak: ,,Lecimy do Szwecji, właśnie kupuję bilety na samolot, daj mi swoje dane! Lecisz?”

To nawet nie skrót, tak to poprostu wyglądało. Moja odpowiedź była równie szybka: ,,Oddzwonie za minutę.”

W ciągu jednej minuty udaje mi się załatwić zgodę na wyjazd i w pracy i w domu( szok!! ). Oddzwaniam do Jarka: ,,Ok, lecimy!!”

Wkrótce formuje się pięcioosobowa ekipa. Jarecki, Wodziniak, Ja (ekipa WTV), Konrad Kolańczyk (KR FISHING) i Remigiusz Kolańczyk (PURE FISHING ). Bardzo ciekawa mieszanka wędkarsko-towarzyska.

Idea wyjazdu jest prosta. Lecimy na szkiery połapać szczupaki, potestować trochę sprzętu i nakręcić dobry materiał, z którego powstanie film. Termin wyjazdu od 1 do 8-ego maja.

Zapowiada się niezłe otwarcie szczupakowego sezonu….

ODSŁONA PIERWSZA

,,Przygotowania…”

To były najdziwniejsze przygotowania do poważnej wyprawy jakie miałem kiedykolwiek. Dlaczego? Dlatego, że ich prawie nie było!

Od razu założyłem sobie, że spakuję się w jedno(!), średniej wielkości, głębokie pudełko ( PLANO 2-3730-25 ).

Gumki, główki, blachy, woblery, przypony. Uwierzcie, udało mi się. No w 95%. Limit bagażu do samolotu to 32 kg. Trzeba było się pilnować. Musieliśmy zabrać ciepłe ciuchy. Prognozy pogody były bezlitosne. Bardzo chłodno, wietrznie i z opadami.

Dzień przed wylotem zrobiliśmy z Jarkiem spore zakupy spożywcze. Kupowanie jakiejkolwiek żywności w Szwecji to spore koszty i niezbyt fajne doznania smakowe (np. chleb jest słodki!). Obliczyliśmy ile parówek potrzebujemy na śniadanie przez 8 dni, zakupiliśmy odpowiednią ilość makaronu, paczkowanych wędlin, serów, herbatę, kawę, sosy w torebce, olbrzymi kawał karkówki (prawie 3 kilowy) i oczywiście odpowiednia ilość wody ognistej w różnych wariantach. Uważaliśmy przy tym, żeby cały ten stos jedzenia i picia, rozłożyć równomiernie na trzy części. Trzy, dlatego że ja, Robert i Jarecki lecimy z Warszawy. Remek i Konrad z Krakowa.

Jeszcze jedna mała kwestia. Nigdy przedtem nie leciałem samolotem… . Powaga!! Leciałem szybowcem, ale nigdy samolotem komunikacyjnym. Przyprawiało mnie to o niesamowity dreszczyk i przyznaję, że gdzieś tam głęboko był też strach he,he,he.

ODSŁONA DRUGA

,, Ku przygodzie”

Dzień wylotu. Rano pogoda przepiękna. Słońce, bezwietrznie, na termometrze prawie 17 stopni.

Zbiórka pod blokiem Jarka o 9:30. Obyło się bez większych poślizgów czasowych. Na lotnisku meldujemy się około 10:00. Przed terminalem rozdzielamy jeszcze resztę spożywki i ….tu niespodzianka. Remek i Konrad przysłali nam sporo przynęt SEBILE‚a (woblery, gumy) i kilka modeli wędek FENWICK‚a. Jarek rozdzielił to wszystko w/g kategorii wagowej. Ja na lekko, Robert średnie przynęty, Jarek ciężko.

Czas na odprawę. Kolejno wkładamy bagaże na wagę. Przy okazji robimy małe zakłady, o to kto będzie najbliżej limitu. Robert wygrywa, równe 32 kg, dalej Jarecki 31,7 i ja 30,6. Wędki w tubach na bagaż sportowy i dalej przez kontrolę. Za chwilę jest już po wszystkim. Szybkie zakupy na bezcłówce ( oczywiście jakby miało zabraknąć wody ognistej he, he, he). O 11 siedzimy już w samolocie. Liczyłem na miejsce przy oknie, ale chłopaki byli szybsi. Trudno. Zapinam pas i z lekkim nerwem czekam na start.

Samolot staje na końcu pasa. Huk silników się wzmaga i nagłe przyspieszenie wgniata w fotel. Airbus wyrywa do góry jak wystrzelony z procy.

Po kilkunastu sekundach przez okno widzę w dole Warszawę w całej krasie. Przedziwne uczucie. Przed nami godzina i 20 minut lotu. Następny krok już na szwedzkiej ziemi, lotnisko Skavsta (Sztokholm).

ODSŁONA TRZECIA

,,Na szwedzkiej ziemi”

Lot minął baaardzo szybko i spokojnie, do momentu lądowania.

Sądząc po minach Jarka i Roberta to nie było normalne lądowanie. Zaraz po zejściu pod poziom chmur dało się odczuć jak mocny wiatr wieje w okolicach lotniska. Przez dobre 15 minut lot przypominał jazdę kolejką górską. Samo lądowanie…samolot przyziemił bardzo twardo robiąc tzw. kangura. Zaraz później podczas hamowania wiatr próbował zepchnąć nas z pasa. Na załodze też musiało to zrobić wrażenie, bo po zatrzymaniu się samolotu stewardesa ogłosiła, że wylądowaliśmy w ….Oslo. Dostała za tą gafę gromkie brawa.

Po wyjściu z samolotu doznaliśmy lekkiego szoku termicznego. Niska temperatura i wiatr jakie nas przywitały nie dawały cienia złudzeń, co do tego, co nas czeka.

Na parkingu czekał już na nas Cris. To u niego będziemy mieszkać i jego łódkami będziemy pływać. W niecałą godzinę jesteśmy na miejscu. Krajobraz i przyroda jaką zastajemy zatykają dech w piersiach. Skały, lasy, pola, stada dzikich gęsi, żurawi, orły, zające, sarny…można wyliczać bez końca.

Szybko rozpakowujemy manele, bo woda jest w zasięgu wzroku i człowiek jakiejś szajby dostaje i gdyby mógł zaraz pognałby nad wodę z wędką.

Okazuje się, że nie będzie z tym tak prosto.

Jedna łódź (mniejsza) jest w garażu na przyczepie. Druga (większa), stoi na podwórku na….dwóch wannach i drewnianych kołkach. Trzeba będzie ją wciągnąć na przyczepę a potem obie łódki zwodować 5-6 km stąd.

Przez moment mam dziwne przeczucie, że coś się wydarzy.

Same łodzie przedstawiają się ciekawie.

Mniejsza, typowo wędkarska. Całkiem sporo miejsca w środku, podesty do wygodnego łowienia, kokpit z kierownicą i manetką gazu, 25 konny dwusuwowy silnik na pawęży. Wygląda praktycznie i rasowo.

Większa łódź przypomina nieco….stary, amerykański krążownik szos (w sensie wrażenia wzrokowego). To kabinówka w drewnie ze ogromnym i ciężkim 100 konnym silnikiem Mercury, również dwusuwowym (silnik chyba starszy niż sama łódź). Sterowana jest również kołem i manetką. To, że ma swoje lata widać jak na dłoni. Czas odcisnął na niej swoje zęby. Jest jednak w niej coś… . Coś czego nie potrafię wytłumaczyć. Trochę tak, jakby ta łódź miała swoją duszę, klimat, jakiś magiczny magnetyzm.

Jest już po południu i trzeba ostro brać się do roboty. Konrad i Remik będą dopiero późnym wieczorem. Do tego czasu trzeba się z tym uwinąć. Mamy 8 dni na to, żeby poznać łowisko i znaleźć ryby. Jesteśmy na nieznanym łowisku, bez przewodnika, czeka nas kupa roboty. Na jutro wszystko ma być już gotowe i nic tylko łowić.

Jakże dalekie to było od rzeczywistości….

ODSŁONA CZWARTA

,, Gremliny ,,

Gremlin, to w/g definicji fikcyjny stwór, legenda, złośliwy chochlik, który powoduje niewytłumaczalne, niespodziewane, trudne w naprawie uszkodzenia, defekty i usterki urządzeń technicznych.

To, o czym przeczytacie za chwilę jest chyba dowodem na realne istnienie tych wrednych, złośliwych i natrętnych istot.

Mniejsza łódź jak już wspomniałem była na przyczepie więc zawiezienie i zwodowanie jej nie było problematyczne. Cris z Jarkiem uwinęli się z tym szybko. Jarek został na wodzie, czekając na przywiezienie drugiej łódki. Oczywiście tuż przed wyjazdem z pierwszą łódką, po cichu poprosił mnie o złożenie na szybko dwóch wędek, co też uczyniłem. Czas oczekiwania  na wodowanie drugiej łódki umilał sobie ćwicząc łowienie z opadu w miejscu, które wręcz pachniało sandaczem. Cwaniak.

Ja, zostałem w domu i przez ten czas rozpakowałem swój bagaż, naszykowałem wędkarskie ciuchy.

Robert też miał co robić. Poszedł wzmacniać pomost, do którego mieliśmy cumować łodzie. Zabrał ze sobą potrzebne narzędzia, parę desek i zniknął za lasem.

Wrócił Cris. Odstawiliśmy małą przyczepę i…….. . No właśnie. Zostało nas dwóch i wielka krypa stojąca na dwóch wannach. Dotarło do mnie, że będzie to niezła jazda.

Cris to jednak bardzo oryginalna postać. Jego zapał, zaangażowanie oraz dystans do tego rodzaju wyzwań zadziwił mnie z miejsca i wpompował nowe siły w mojego ducha.

Niestety wszystko szło sprawnie do pewnego momentu. Udało się nam wciągnąć łódź do połowy przyczepy, ale usunięcie wanien spod kadłuba okazało się dużo większym wyzwaniem. Na szczęście pojawił się Robert. We trzech daliśmy radę, choć też nie bez problemów. Silnik, jego kolumna, była zanurzona w plastikowej beczce, stojącej z tyłu łodzi. Żeby wyciągnąć bekę z pod silnika trzeba było podnieść kolumnę silnika. Sam silnik waży jakieś 150 kilo. Ja podtrzymywałem łódź plecami z jednej strony, chłopaki szarpali się w tym czasie z silnikiem i beczką. Długo nam się zeszło. Udało się. Słońce było już dość nisko nad horyzontem, gdy łódź była gotowa do podróży.

Wrzucam do łodzi kanister z paliwem, liny, kotwicę, wkładamy ciepłe ciuchy i w drogę.

Nasze zadanie polegało nie tylko na wodowaniu łodzi. Trzeba było jeszcze przepłynąć nimi z miejsca wodowania do naszego pomostu. Około 3-4 km wodą. Czas nas gonił.

W drodze na slip, Cris opowiada nam jak to ostatnio koło mu odpadło w tej przyczepie, na której holujemy łódź. Wywołało to u mnie i u Roberta cykliczny odruch zerkania w lusterka, odwracania głowy i patrzenia czy wszystko z tyłu ok. Tak dla pewności, że jeszcze coś ciągniemy.

Dotarliśmy na miejsce. Przyczepa do wody. Łódź powoli zjeżdża z przyczepy i nagle stop! Ani centymetra dalej.

Silnik ma długą kolumnę. Zarył się w dno równo i blokuje dalsze wodowanie. Dopiero wtedy Cris zwrócił nam uwagę na to, że jest bardzo niski stan wody. W/g jego relacji brakowało 70-80 cm wody (?!). Nie pozostało nam nic innego, jak wgramolić się z Robertem na łódź i podnieść maksymalnie kolumnę silnika. Przypominam, że silnik waży około 150 kg. Zanim się z tym uporaliśmy byliśmy mokrzy od potu, a ręce wydłużyły się nam o jakieś 30 cm. Najważniejsze, że się udało! Łódź z gracją unosiła się na wodzie.

Uśmiechnięci wlaliśmy paliwo, odpalamy silnik, wrzucamy wsteczny i…i nic się nie dzieje. Silnik pracuje, ale łódka ani drgnie. Wrzucam ponownie luz, a potem znów wsteczny i znowu nic. Powtarzam tą czynność kilkukrotnie. Przez klekot silnika przebija się głos Crisa : ,, Wsteczny!! Wrzuć wsteczny!! ” Kurna!! Przecież wrzucam!! Gaszę silnik. Łódź dryfuje z wiatrem.

Podpływa Jarek. ,, Co jest !?”

No właśnie, co? Odpalam ponownie silnik, przesuwam manetkę lekko do przodu. Bieg wchodzi i łódź powoli rusza do przodu. Odpływam trochę od slipu. Wrzucam wsteczny i…znów klapa. Wybucha krótka, burzliwa dyskusja. Dobra, płyniemy do pomostu. Tam zdecydujemy co dalej. Ustawiam łódź w kierunku płynięcia i czekam na Jarka.

Jarek staje łódką obok nas. Przesuwa manetkę gazu do przodu i…NIC!! Jak stał, tak stoi w miejscu! Wrzuca wsteczny, płynie do tyłu. Wrzuca bieg do przodu i ani drgnie. Co tu się kurna dzieje !!

Crisa na slipie już nie widać. Pewnie wsiadł w samochód i pojechał do domu.

Przez dobre 20 minut Jarek próbuje coś zrobić z silnikiem. Bezskutecznie.

Nie ma tak bogatego zasobu słownictwa, ani tego kulturalnego, ani tego niecenzuralnego, żeby opisać to, co czuliśmy i myśleliśmy w tym momencie.

Czas był bezlitosny, robiła się już szarówka. Szybka decyzja. Nasza łódź ma bieg do przodu więc weźmiemy Jarka na hol i do przodu. Lina gotowa i zamocowana. Manetka do przodu i ruszamy. Płyniemy wolnym, spokojnym tempem. DSC_9256Po jakimś czasie stwierdzam, że jak popłyniemy trochę szybciej nic się nie stanie. Popycham manetkę do przodu. Silnik nie reaguje. Ani nie rosną obroty, ani prędkość. AAAARRRGGHHHH!!!!!

Po chwili wściekłości przychodzi głupawka i wszyscy ryczymy ze śmiechu. Po kolejnych 100-200 metrach silnik niespodziewanie gaśnie. Kilkanaście prób odpalenia go nie daje żadnych rezultatów oprócz jednego….zdycha również akumulator! Znów śmiech, tylko bardziej wariacki.

Przez kilka chwil dryfujemy tak w ciszy. W końcu Jarek (chyba z desperacji) zaczyna odpalać swój silnik. Nie zostaje nam nic innego jak to, żeby Jarek holował nas na wstecznym. Jakby ktoś obserwował to z brzegu, to albo by umarł ze śmiechu albo powiadomił tutejszą Policję.

Nagle, zdarza się cud!! Jarek (niechcący) przesuwa manetkę do przodu i bieg zaskakuje!! Łapie za kierownicę i pływa w kółko naszej łodzi krzycząc: ,, Przewiążcie linę,bo nie będę ryzykował wrzucania na luz!!” . Błyskawicznie przewiązujemy linę tak, żeby to Jarek nas holował. Udaję się. Teraz to my jesteśmy na holu.DSC_9281 Poruszamy się nawet z większą prędkością niż poprzednio! Byle do przodu.., to najważniejsze.

Po drodze podziwiamy trzcinowiska, zatoki, skały, ptactwo. Wiatr ucichł całkowicie, ale zrobiło się piekielnie zimno. Dopływamy do trzcinowego przesmyku, którym możemy skrócić sobie drogę do pomostu. Normalnie musielibyśmy opłynąć jeszcze dużą, skalistą wyspę. Biorąc pod uwagę nasze problemy techniczne i szczęście, nikt z nas nie bierze pod uwagę dłuższej trasy. Umyka nam z pamięci ostrzeżenie Crisa o niskim stanie wody, bo w tym wypadku przejście przez ten przesmyk może być problematyczne.

Przesmyk w najszerszym miejscu ma jakieś 5-6 metrów. Po jego przekroczeniu wpływa się na szeroka trzcinową zatoczkę, która kończy się większym przesmykiem i wyjściem na naszą docelową, dużą zatokę (tam jest nasz pomost).

W pewnym momencie, przed łódką Jarka widać potężne zawirowanie na wodzie! Widać również ślad uciekającej dużej ryby. Po szybkości i gwałtownych zmianach kierunku wnioskujemy, że to szczupak. to wydarzenie wywołuje u nas euforię i podekscytowanie. Są ryby!! I to jakie. Nie zauważamy jak silnik Jarka zaczyna wyrzucać za sobą olbrzymie ilości mułu i roślin. Prędkość poruszania spadła niemal do zera. Zanim ochłonęliśmy ugrzęźliśmy na mieliźnie. Silnik Jarka zgasł i zapadła złowroga cisza… . Utknęliśmy u wyjścia z tej małej zatoki. Nasz pomost był już widoczny, zostało nam tylko jakieś 400 metrów.

Jarkowi udaje się odpalić silnik. Oczywiście biegu do przodu nie ma, tylko wsteczny. Problem jest gdzie indziej.

Zanurzenie dużej łodzi jest o wiele większe od małej, no i długość kolumny silnika!! Teraz musimy wyrwać jakoś dużą łódź z tego bagna.

Trzeba dźwignąć mocno silnik, żeby Jarek spróbował nas ściągnąć na głębszą wodę. Wpadamy z Robertem na pomysł jak podnieść silnik.

Na szczycie osłony silnika jest duże mocarne ucho. Znajdujemy w kabinie kawał grubej, solidnej liny. Przeplatamy ją przez ucho i w momencie, gdy Jarek na wstecznym daje pełny gaz ciągniemy mocno linę, podnosząc silnik, kładąc się niemal na płasko na dnie łodzi (na zasadzie przeciwwagi). Trwa to jakieś 30-40 sekund. Udaje się!! Wypływamy na głębszą wodę. Rany, byle tylko doczłapać się  do pomostu.

Po drodze Jarkowi znów udaje się wrzucić bieg do przodu. Powtórka z rozrywki. Jarek przekłada linę na rufę i holuje nas w sposób normalny. Dopływamy do pomostu.

Tu mamy kolejne spotkanie z dużą rybą. W momencie, gdy łódka Jarka dobija do pomostu z przybrzeżnych trzcinowisk zrywa się do ucieczki kolejny bardzo duży szczupak. Jarek widzi go jak na dłoni (woda przy pomoście jest czyściutka), rozentuzjazmowany krzyczy coś o metrówce. Jego mina mówi wszystko. Atmosfera staje się jeszcze bardziej gorąca w momencie, gdy cumujemy z Robertem dużą łódź. Tuż przy pomoście, na skraju zanurzonych roślin widzimy przepływającego kolejnego szczupaka. Bez dwóch zdań około metra!

Po tych wszystkich przejściach widok dużych ryb podnosi nas na duchu. Parafrazując słynne powiedzenie, złe miłego początki. Mam taką nadzieję…

Od pomostu do naszej kwatery mieliśmy jakieś 600 metrów przez pola i skalne wzniesienie. Taki spacerek to przyjemność. Aha, chyba, że się dźwiga duży (czyt. ciężki), 130 ah akumulator. Musieliśmy go zabrać do ładowania. Było już prawie ciemno.

Dotarliśmy do domu  Crisa milcząc i powłócząc nogami. Cris pojechał na lotnisko po Konrada i Remika, a my zajęliśmy się przygotowaniem posiłku i dyskusjach na temat tego co się dziś wydarzyło.

Najedzeni, czekaliśmy z butelką czegoś mocniejszego na chłopaków. Po półtorej godziny byliśmy już w komplecie. Od razu zrobiło się gwarnie i wesoło. Rozmowom i śmiechom nie było końca, niejaki Jack Daniels o to zadbał. Naszykowaliśmy też sprzęt. Wreszcie ktoś zerka na zegarek  i daje komendę dość. Jest parę minut po trzeciej nad ranem. Grzecznie rozchodzimy się łóżek, za parę godzin trzeba znów walczyć..

Ładuję się do śpiwora, oczy zamykają się błyskawicznie. Przez ułamek sekundy widzę w głowie nasze łódki i ohydnego, złośliwego gremlina skaczącego po silnikach. Obraca się powoli w moją stronę i z perfidnym uśmiechem skrzeczy…,, To jeszcze nie koniec!!”

Nie mówcie mi, że te stwory nie istnieją….

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

C. D. N.

Tomek ,, Strachu” Straszewski

 

Majówka z BASS’em – echosonda do zgarnięcia!

Written By: BASS - kwi• 16•14

majówka z BASS'em

Kochani zbliża się najbardziej wyczekiwany weekend w tym roku!
Z tej okazji zapraszamy Was do naszego salonu. Będzie się działo!

Każdego dnia czekają na Was RABATY, koszulki i nagrody!

Do zakupów powyżej 200 PLN – żyłka STROFT

Do zakupów powyżej 500 PLN – KOSZULKA

Oprócz tego nagrody do zgarnięcia:

ECHOSONDA HUMMINBIRD PiranhaMax 195 C w zestawie
Kołowrotek PENN SLAMMER 260
Kołowrotek MITCHELL AVOCET SILVER 4 1000
Szklaneczki RAPALA

Jak zwykle wrzucacie kupony do urny, a 30.04.2014 o godzinie 18 losowanie!
(Codziennie możecie wrzucić jeden kupon!)

Prezenty i losowanie obowiązują  zarówno dla zamówień internetowych jak i dla klientów odwiedzających nasz salon:

BASS Al. Prymasa Tysiąclecia 76C, Warszawa

Jeżeli chcesz wziąć udział w losowaniu nagród przez Internet to  składając zamówienie korzystając  z naszej strony  

www.bass-sklep.pl

w uwagach zamieść taki zapis (obowiązkowe!):

  
„Zgłaszam chęć udziału w akcji majówka z BASS’em i zgadzam się na jednorazowe przetwarzanie moich danych osobowych przez pracowników firmy BASS w celu dodania do urny z kuponami.”

Zamówienie musi być złożone do 27.04.2014!

Jesteśmy świeżo po dostawach towaru znajdziecie u nas ponad 1000 modeli wędek i kołowrotków, gumy, główki, woblery, żyłki, plecionki, ciuchy i wszystko to, co będzie potrzebne nad wodą!

Bieżące informacje o akcji znajdziecie na naszej stronie na facebooku: https://www.facebook.com/BASS.SKLEP

kołowrotki sklep wędkarski

pudła wędkarskie

zanęty wędkarskie  

gumy przynęty miękkie wędkarskie

wędki sklep wędkarski

ubrania wędkarskie

Z wędkarskimi pozdrowieniami

Sylwia Gościmska

www.bass-sklep.pl

 

Majówka, czyli jak przeszedłem casting….

Written By: Tomek Straszewski - kwi• 04•14

 

 

 

V__A800To już niedługo… . Tabuny wędkarzy głodnych emocji, adrenaliny i sukcesów, wyrwą się z domów w poszukiwaniu wędkarskiej przygody i wypoczynku.

1 maja to dla większości taki niepisany początek sezonu wędkarskiego. Nie tylko spinningowego.

Grillowanie, imprezy, pikniki, tysiące nastawionych gruntówek, żywcówek, spławikówek…trudno czasami to wytrzymać i ogarnąć. Hektolitry alkoholu, śpiewy, krzyki, góry śmieci i cały ten zgiełk. Tak wygląda majowy, długi weekend w  naszym kraju. Znaleźć jakieś spokojne i odludne miejsce w tym czasie to cud. Jednak czasami się udaje.

U mnie wyglądało to przeważnie tak, że obładowany niemiłosiernie pudłami z  blachami, gumami i wszelkimi innymi przynętami ganiałem za szczupakami i boleniami nad Wisłą, Narwią czy Wkrą. Efekty były różne. Metodą połowu był zawsze klasyczny spinning.

Aż do pewnego momentu.

Jakieś dwa lata temu, w lutym okazało się, że załapałem się na wyprawę do Szwecji. Termin wyjazdu, początek czerwca. Cieszyłem się jak dziecko! Do momentu gdy kumpel opowiedział mi jak, na co i czym tam połowić.

Z jego relacji wynikało, że bez jerkówki(w castingu) się nie obędzie. Trochę mnie to zbiło z tropu. Zawsze migałem się od nauki tej metody. To było dla mnie jakieś dziwactwo. Kołowrotek na górze, przelotki na górze, rozmiary przynęt(jerków), kontrola szpuli kciukiem, gniazda poplątanej plecionki, te wszystkie niuanse sprawiały, że nigdy nie sięgnąłem po casting.

No ale teraz nie było rady. Trzeba było się przemóc i ugryźć jakoś temat.

Dość szybko zaopatrzyłem się w odpowiedni sprzęt.slider

Krótkie wędzisko( JAXON GRAND VIRTUOSO JERK CAST ) długości 1.83 metra, ciężar wyrzutowy 20-80 gram. Niskoprofilowy multiplikator( OKUMA CALERA ). Do tego plecionka( POWER PRO ) 0,23 i masę przedziwnych i wielkich ( jak dla mnie ) 7-18 cm przynęt typu SLIDER, SWEEPER, jerki ATMO, SIEKi, LOVEC RAPY czy SAVAGEAR. Po prostu latające cegły. Mówię wam, to był dla mnie kosmos.

Na naukę nie było dużo czasu. Zbliżała się majówka. W kwietniu poćwiczyłem trochę rzuty na łączce, z żyłką zamiast plecionki i 50 gramową  oliwką zamiast przynęty. Na początku było trudno i śmiesznie ale z czasem zaczęło mi to wychodzić.

Nie miałem koncepcji na to, jak spędzić 1-ego maja. W końcu wpadłem na pomysł żeby owszem poganiać szczupaki ale tylko i wyłącznie metodą castingową.

Oczami wyobraźni widziałem ludzi patrzących na mnie, jak tłukę wodę wielgaśnymi przynętami. Wręcz słyszałem te złośliwe i uszczypliwe komentarze, że z takimi ,,cegłami,, na agrafce to ogłuszam ryby.

Raz kozie śmierć. Na łowisko wybrałem jedno ze starorzeczy Narwi. W lecie baaardzo zarośnięte grążelem i moczarką . Jest tam sporo szczupaka,tak słyszałem.

1 maj. W plecaku duże i głębokie pudełko Plano, załadowane ,, cegłami ,, , suchy prowiant, mokre picie. W ręku jerkówka.

O 5.50 na stację wtacza się nowiutki, klimatyzowany, nowoczesny Elf Kolei Mazowieckich. Wsiadam, wygodnie się usadawiam i jadę. Pogoda od kilku dni stabilna. Bardzo ciepło i słonecznie, zupełnie jak w lato.

Po około 45 minutach pociąg dojeżdża do stacji, wysiadam ( z tym, to był pewien problem – patrz P.S. na końcu tekstu) . Teraz tylko do przejścia jakieś 3-4 kilometry i jestem nad wodą.Góra2

Tu miłe zaskoczenie. Nad wodą pusto(w miarę). Nie widać też zielska. Tylko w kilku miejscach widać pojedyncze grążele, które dotarły już do powierzchni. Reszta zielska jest jeszcze 0,50-1 metra pod powierzchnią wody. To idealne warunki.

Szybko montuję zestaw, 10 centymetrowego,tonącego  Slidera w kolorze ,, green tiger ,, , poprzedzam długim 40 centymetrowym przyponem fluorocarbonowym o wytrzymałości 15 kg.

Rany, jaka siekierezada!! Ustawiam docisk szpuli, hamulec. Głęboki wdech , zamach wędą i sruuu!! Poszło!

Cięzki (około 50 gr) jerk leci dosyć daleko, w końcowej fazie hamuję szpulę kciukiem. Przynęta spada do wody. Plask!!

Odgłos i natężenie hałasu z jakim Slider wali o powierzchnie wody powoduje samoczynny wyrzut przekleństw z mojej paszczy a potem głośny śmiech. Rozglądam się czy ktoś widział tę kanonadę. Nic cisza, ufff.

Zaczynam prowadzić jerka rytmicznymi pociągnięciami szczytówki. O tej porze roku woda jest przeźroczysta, ( latem kolorem przypomina szczawiową ), 4-5 metrów od brzegu widzę wyraźnie pracującą przynętę. Śmiga sobie raz w prawo, raz w lewo. Zupełnie jak żywa ryba, coś niesamowitego.

Ponawiam rzuty. Po którymś z kolei zapominam o kciuku na szpuli i momentalnie robi mi się gigantyczna broda z plecionki. AAAARRGH!!. Ściągam przynętę ręcznie, wyjmuję zestaw z wody i próbuję rozplątać. Nic z tego, po 30 minutach rezygnuję, w ruch idzie nóż i tracę jakieś 15 metrów plecionki. No cóż, tak to jest na początku.

Kolejne rzuty już bez problemu. Czuję tępe przytrzymanie. Zacinam. Wędzisko się wygina i jednostajnie sprężynuje. To nie ryba, to grążel. Świeże, zieloniutkie kłącza są jeszcze słabiutkie. Nie mają szans z plecionką o wytrzymałości 15 kg. Wyciągam przynętę z kawałem zieleniny.

Słoneczko przypieka, ptaki hałasują, niebieskie niebo nade mną i jakoś nikt nie komentuje mojego głośnego chlapania ,, cegłami ,, . Z tej błogiej zadumy wyrywa mnie energiczny strzał w jerka. Nawet nie zacinam. Ryba pewnie siedzi na dwóch kotwicach. Widzę to wyraźnie podczas wyskoku szczupaka nad powierzchnię wody. Nie jest to okaz, tak około 50 cm ale pięknie walczy. Cały Slider jest w pysku. Pierwsza ryba na casting!! Radocha nie z tej ziemi. Odhaczam delikatnie i do wody. Piękna sprawa.

Robię sobie dłuższą przerwę na śniadanie. Jest tak cicho i przyjemnie, że nie wiem kiedy łapię krótką drzemkę. Po tym odpoczynku znów łapię za wędkę i biczuję wodę.

Tym razem na agrafce dynda jerk Atmo w kolorze srebra z niebieskim grzbietem. Pracuje inaczej niż Slider. Nieprzewidywalnie, nieregularnie, wykłada się na boki, mocno lusterkuję.

Przy kolejnym rzucie, obserwuję przynętę 2-3 metry od brzegu.Nagle, do przynęty wychodzi piękny okoń. Taki 30-40 cm. Nie trafia w jerka i błyskawicznie znika w zielsku.

Cholera coś w tym jest, że rybom nie przeszkadza duży(10-15cm) rozmiar przynęty. Cała magia jest w pracy tych przynęty.

Ponawiam rzut i liczę na to że okoń gdzieś tam jest, bo przecież się nie ukuł. Nie mylę się. Wyskoczył z tego samego miejsca w którym zniknął. Tym razem pewnie zażarł. Pięknie kotłuje na krótkiej lince. Za chwilę ląduje na brzegu.29042012584 Garbus jest ślicznie ubarwiony. Fota i wraca szybko do wody.

Nie zdążyłem ochłonąć z emocji, bo w kolejnych trzech rzutach na wędce melduje się kolejny szczupaczek. Ot, taki sześćdziesiątak.29042012589

Po tym szczupaczku mam już dosyć i zawinąłem się w drogę powrotną do domu. Uśmiech na twarzy (t.z.w. banan) nie schodził mi całą drogę na stację, a chłodne piwo zwycięstwa gasiło pragnienie i smakowało wyjątkowo dobrze. To było naprawdę niezłe rozpoczęcie sezonu szczupakowego. Wszystko to, czego zdążyłem się nauczyć w ten majowy dzień zaowocowało później niezłymi wynikami w Szwecji, ale to temat na inne opowiadanie.

Zachęcam do tego, żeby majówkę spędzać nietypowo nad wodą. Trzeba eksperymentować z nowymi metodami, przynętami.Tomek  100_9502 P1030927 Pstrągi, bolenie, liny, karpie, dorsze, to też ryby weekendu majowego. Leszczom i płociom odpuszczam, to czas ich tarła, niech robią to w spokoju.

Moja tegoroczna majówka ciągle jeszcze jest znakiem zapytania. Chodzą mi po głowie różne pomysły. Najciekawszy jest ten  z łowieniem szczupaków na muchę. Jak zdążę ze skompletowaniem sprzętu, to powalczę i na pewno coś o tym napiszę.

Do następnego razu.

P.S.

Z tym wysiadaniem na stacji  i dojściem nad wodę, to specjalnie uprościłem. Wcale tak nie było. A co będę opowiadał, że mi się drzwi w pociągu nie otworzyły, nie zdążyłem wysiąść i pojechałem stacje dalej. Do przejścia miałem około 11 kilometrów, w mocno już świecącym słoneczku. Ot, taka przygoda. Całe szczęście, że nie był to ,, Jeden taki dzień ,,….hehehe.

 

Tomek ,, Strachu ,, Straszewski

 

 

 

Jak złapać wiosnę?

Written By: Tomek Straszewski - mar• 19•14

 

 

 

Zdjęcie1652Jak złapać wiosnę? A właściwie co łapać wiosną?

Jest trochę możliwości. Wyłączając drapieżniki w okresie ochronnym zostają mi: płocie, leszcze, krąpie, klenie, jazie, okonie(tu bym sobie odpuścił, bo albo są w tarle albo tuż przed), no i pstrągi.

Co do białorybu, to moje ulubione metody połowu to bat i odległościówka. Łowię wtedy głównie na stojącej wodzie(szybciej się nagrzewa) . Kanały, starorzecza, porty, niewielkie stawiki czy płytsze glinianki.

Bacik 6-7 metrów jest już wystarczającą długością żeby skutecznie dobrać się do płoci i leszczy. Żyłeczka główna od 0,10 do 0,14mm (w przypadku gdy w łowisku może się zabłąkać jakiś linek lub karaś). Przypon od 0,08 do 0,12mm.

Odległościówka, długość 4,20, szybka ale progresywna. Kołowrotek z płytką szpulą. Dobra, cieńka, tonąca żyłka (Trabucco XPS Sinking Match) o średnicy 0,14-0,16mm jako główna i 0,10-0,12mm na przypon.Zdjęcie0600

Używam spławików o wyporności od 1,5 do 4,5 gr. W zależności od warunków na wodzie(wiatr, głębokość, fala), uzależniam jak wyporny spławik założę do zestawu.Do bata spławiki mocowane na stałe, do odległościówki przelotowe(bez dociążenia w korpusie). Zestaw musi być mega czuły. Brania o tej porze roku są zazwyczaj baaardzo delikatne.

Całość zestawu dopełnia bardzo dobrej jakości zanęta (Sensas, Gutmix, Marcel, Traper, serie zawodnicze), pinka, białe i czasami małe czerwone robaki. Ciepłe ciuchy, wygodne siedzisko, parę kanapek, coś słodkiego i duży termos z gorącą herbatą. Pogoda bywa różna ale najlepsza moim zdaniem, to wtedy gdy jest pochmurno, bezwietrznie i ciepło (deszcz nie jest o tej porze roku zbyt przyjemny).

Klenie i jazie, to gatunki które łowię głównie na spinning. Czasami nieźle się trzeba nagimnastykować, żeby podejść te bardzo ostrożne i sprytne ryby.P1030230

Sprzęt mam niezbyt wyszukany. W zależności gdzie łowię, mam dwa warianty.

Pierwszy, to zestaw na większe rzeki ( Wkra, Narew, Pilica ). Składa się z wędziska w długości 2,70-2,90m, o ciepłej i parabolicznej akcji (Savagear Parabellum 2,79m,  3-16gr, trzy częściowa). Do tego kołowrotek w wielkości 3000( Spro Blue Arc) a na nim bardzo dobrej jakości żyłka o średnicy 0,16mm( Berkley MaXX). Przynęty to głównie małe, 2,5-5 cm woblerki(ale nie smużaki!!). Raczej głębiej(1-2 m) pracujące niż płytko. Parę obrotówek  w wymiarze 1-2, kolorystyka różna. WP_000483Małe wahadełka( np. Darka Kalisty ). Gumki oczywiście też, szczególnie twisterki i małe rippery, uzbrojone w 4-7 gramowe główki. Tegoroczna wiosna idzie do nas powoli i ospale, dlatego szukam ryb głębiej.

Drugi zestaw jest na mniejsze rzeczki(Płonka,Jeziorka,Orz), dopływy tych większych. Wędka długości 2,55 m , także o progresywnym ugięciu, gramatura 3-14 gr. Kołowrotek wielkości 2000, żyłka tej same średnicy co w poprzednim zestawie. Przynęty w zasadzie te same, z tą różnicą że ich wielkość jest mniejsza( 1-3 cm ) .

Większe rzeki odwiedzam w końcówce zimy i wczesną wiosną. Nad mniejsze, wybieram się jak już wiosna rozwinie na dobre swoje skrzydła, przybywa zieleni i jest już za czym się schować. Przypomina to wtedy podchody i jest niezwykle emocjonujące.

Pstrągi.

P1030903O ich łapaniu już pisałem kiedyś ( ,,Nadchodzi czas kropka,, ). Wspomnę tylko o tym, że jeżeli uda nam się trafić na moment, w którym żaby masowo opuszczają zimowe kryjówki, to mamy szansę naprawdę tęgo połowić. Pstrągi dosłownie zażerają się tymi płazami. Tym bardziej, że żabska po zimowym okresie są niemrawe, niezdarne, stanowią łatwy i kaloryczny łup dla kropków. Często widać jak mają obwisłe i grube brzuchy.

P1060249Dodatkowym atutem wędkowania wiosną jest cudownie budząca się do życia przyroda, całkiem nieźle już przypiekające słoneczko i powiew cieplejszego powietrza. To coś co powoduje, że zaczynam funkcjonować na wyższych obrotach. Z większym wigorem i pozytywną energią. Dostrajam się do przyspieszającego i energetyzującego rytmu przyrody.

Pamiętajcie, potraktujcie wiosenne łowienie czysto sportowo. Niedługo większość w/w gatunków przystąpi do tarła. Niech wszystkie złowione ryby wrócą w dobrej kondycji do wody.

Do następnego razu.

 

Tomek ,,Strachu,, Straszewski

 

Przegląd prasy 4/2013

Written By: Tomek Straszewski - mar• 18•14

 

WP_000573 t

No i mamy już kolejne numery wędkarskich miesięczników.

WĘDKARSKI ŚWIAT.

Koniecznie przeczytajcie wstępniak Jacka Kolendowicza i ,,Spuszczania wody nie będzie,, Marka Szymańskiego. Jeżeli ktoś po przeczytaniu tych tekstów ma jakieś nadzieje na szybkie, pozytywne zmiany, jeśli chodzi o zarządzanie naszymi wodami, to nie będzie miał już wątpliwości w jakim to kierunku podąża…niestety.

Wiosna, to czas klenia i jazia. Artykuł Daniela Szpila ,, Śladem spławikowców ,, rozjaśni znacznie temat połowu tych gatunków o tej porze roku.

Kolejną rybą wiosny jest pstrąg. Co powinno być w,, Pudełku pstrągarza ,, świetnie opisał i pokazał Krzysztof Rózga.

Poczytajcie rubrykę ,, Ludzie i ryby ,, . Łza się w oku kręci. Przenieść się do tamtych czasów….eechh..

Tak na dobitkę polecam ,, Rzeź tanich pstrągów ,, , ,, Najdroższe łososie świata ,,  i ,, Zabili nam Białą ,, .

Pesymistyczny numer powiecie, prawda! . Niestety taka jest nasza wędkarska rzeczywistość.

WIADOMOŚCI WĘDKARSKIE.

Jak znaleźć dobrą miejscówkę w kwietniowej rzece zgrabnie opisuje Paweł Oglęcki.

,,  Za pstrągiem w nieznane ,, Ryszarda Kuny to fajne dopełnienie wiedzy o łowieniu pstrągów. Prosto, ciekawie i na temat.

Sebastian Kowalczyk odsłonił trochę tajemnic jeśli chodzi o wyrobiska Brzóze w artykule ,, Brzóze i okonie ,, . Wielokrotnie bywałem na tym łowisku i zgadzam się ze wszystkim co Sebastian napisał o tej wodzie.

Bardzo lubię czytać rubrykę o ręcznie robionych przynętach. Niesamowite wzory, kolorystyki. Popatrzcie sami na te cudeńka. W tym numerze woblery Tomasza Prusia.

Kolejna relacja z targów Rybomanii 2014. Tym razem oczami Józefa Wróblewskiego.

Jak zwykle, każdy znajdzie coś dla siebie.

To moje propozycje.Do następnego razu.

Tomek ,, Strachu,, Straszewski