Wędkarstwo i BASS'ta!

STORMR – ciuchowa rewolucja.

Written By: Tomek Straszewski - gru• 08•14

10403471_871437806220393_385582432253435991_n

 

 

W sobotę 06.12.2014 r.  odbył się przedpremierowy pokaz ubrań wędkarskich marki STORMR, rodem ze U.S.A. . Można powiedzieć i co z tego, przecież na rynku jest duży wybór wędkarskiej odzieży. To prawda,…. ale nie takiej.

Widziałem różne praktyczne,wiatro i wodoodporne, oddychające ubrania. Naszych rodzimych i zagranicznych producentów. Taką odzież jak ta, widziałem i przymierzałem po raz pierwszy.

Zaprojektowana przez sztab specjalistów( w tym wędkarzy, myśliwych i  speców od survivalu ). Do bólu praktyczna, zrobiona z najnowocześniejszych, najwyższej jakości materiałów takich jak neopren i membrany oddychające, o bardzo dużej wodoodporności.

Wyobraźcie sobie taki komplecik, kurtka i spodnie(ogrodniczki). Zrobione całkowicie z około 2 mm neoprenu, po którym woda spływa jak po kaczce(!), z praktycznym rozmieszczeniem kieszeni, megamocnymi ( wodoszczelnymi) zamkami, bardzo ergonomicznym krojem.thumb.php Po włożeniu na siebie  miałem wrażenie, że nie mam na sobie typowo wędkarskiego stroju( zazwyczaj ciężkiego, trochę utrudniającego ruchy) tylko….lekki, bawełniany dres! Nawet przysiady czy głębokie skłony nie sprawiają, żadnego kłopotu. Tam, gdzie przy takich manewrach ubranie zazwyczaj mocno nas opina i krępuje ruchy, neopren się rozciąga. We wszystkich kierunkach!! Nawet wzmocnienia na kolanach się rozciągają!! Mankiety są świetnie zabezpieczone przed przedarciem się wody do wnętrza kurtki. Wszystkie szwy są poczwórnie zabezpieczane,klejone i zalane specjalną gumą. Wnętrze kurtki jest wyściełane przyjemnym w dotyku, ciepłym microfleecem. Spodnie posiadają duży, mocny suwak z przodu, ułatwiający ich wkładanie i zdejmowanie. Bardzo duże( od kolana w dół!! ), wodoszczelne suwaki znajdują się na nogawkach. Zakładanie długich, gumowców lub innych butów z długimi cholewkami nie stanowi żadnego problemu.thumb.php1

Najciekawsze jest to, jak ten materiał reaguje na wodę. Widzieliście kiedyś jak zachowuje się kropla wody na piórach kaczki? Ślizga się jak po twardej, stałej powierzchni nie wsiąkając w nie. Po prostu spływa. Tak też zachowuje się woda na tym materiale. Nawet jeżeli będzie to bardzo obfity i mocny strumień. Ktoś powie, eee tam większość materiałów typu Goretex itp. mają podobne właściwości. Owszem, tylko jak długo!? STORMR STRYKR(tak się nazywa ta seria), wytrzyma baaaaaardzo długo! To nie jest zwykły neopren. NEOPRENE CORE TECHNOLOGY, to w tej chwili najnowocześniejsza technologia wytwarzania tego typu materiałów.

Kurtka i spodnie z tej serii, to autonomiczne produkty. Do kupienia razem i osobno. To świetna propozycja dla wędkarzy, którzy łowią w porach tzw. przejściowych czyli przełom jesieni i zimy, zimy lub wczesnej wiosny. Bardzo dobrze trzymają ciepło, są stosunkowo lekkie i pod spód nie trzeba ubierać się grubo. Najczęściej starcza ciepła, oddychająca bielizna pierwszej i drugiej warstwy.

Acha!! Zapomniałbym o jeszcze jednej niespodziance!

Sami popatrzcie…https://www.youtube.com/embed/VmMOWvb95uI?rel=0&autoplay=1

Dla wędkarzy łowiących w pozostałych porach roku proponuję serię  STORMR FUSION.thumb.php2

Jest to konstrukcja hybrydowa. Bardzo dobrej jakości materiał membranowy i neopren taki jak w serii STRYKR. Wstawki neoprenowe, w przypadku kurtki, umieszczono na plecach, w okolicach łopatek oraz na rękawach, od ramion do przedramienia. W spodniach zaś na kolanach(dodatkowo wzmocnione) i w górnej części, w okolicach pasa. Po co? To miejsca, w których podczas ruchu występują największe naprężenia (plecy, łokcie). Taki system zapewnia nam swobodę poruszania się w każdej pozycji.

Rękawy w kurtce mają dodatkowe mankiety neoprenowe, zapobiegające dostaniu się wody do rękawa. Sam krój kurtki jest bardzo zgrabny i przemyślany. Wygląda sportowo, ale śmiało można w nie w ,,cywilu,, .thumb.php3

Spodnie(typu ogrodniczki), podobnie jak w wyżej wymienionej serii, posiadają suwak z przodu i na nogawkach.

Bardzo lekki i wygodny strój.

Uwaga panowie i panie, którzy uwielbiają uganiać się za trociami i łososiami( zwłaszcza z plaży)!!! Jest w ofercie STORMR-a coś co musicie mieć…

Kurtka STORMR SURF TOP. Czarna, wykonana z 2 mm neoprenu kangurka. Co w niej takiego szczególnego? O właściwościach wodoodpornych tego neoprenu pisałem wcześniej. Kurtka ta posiada doskonałe zabezpieczenia przed dostaniem się wody pod kurtkę. Już nie tylko mankiety w rekawach, ale również specjalny kołnierz neoprenowy na szyję (jak w piankach dla nurków ).thumb.php4 To kangurka, nie ma suwaka z przodu co eliminuje w 100% jakikolwiek przeciek. Na dole kurki są specjalne, szeroki ściągacze na rzepy, które idealnie dopasują nam kurtkę sylwetki, a także zabezpieczą nas przed dostaniem się wody pod kurtkę. Rant kurtki, od wewnętrznej strony jest podgumowany i spełnia rolę uszczelki.

Wyobraźcie sobie taką sytuację…

Bałtyk,Rozewie, styczeń albo luty. Stoicie po pas w lodowatej wodzie. Nawet przez neoprenowe spodniobuty, w których jesteście czujecie jej chłód. Od kilku godzin biczujecie wodę i nic. Tylko wiatr się wzmaga i powoduje coraz większą falę. Coraz trudniej utrzymać równowagę na śliskich i niebezpiecznych kamieniach.  Przy kolejnej zmianie przynęty nie zauważacie sporej fali, która z dużą prędkością zbliża się do Was. Mocne uderzenie o mały włos nie ścina z nóg.10606007_872944969403010_6490281837739214179_n Fala przykrywa Was i goni dalej w kierunku brzegu. Co to? Woda spływa po SURF TOPie jak po rynnie, nie zostawiając żadnych mokrych miejsc. Pod kurtkę nie dostała się nawet mikro kropelka, ani przez mankiety, ani przez kołnierz. Dalej jest sucho i ciepło pod kurtką. Entuzjazm nie trwa długo. Kolejna szybka i jeszcze większa fala podcina Wam nogi. W ułamku sekundy czujecie, że płyniecie. Dziwne, kurtka lekko Was unosi. Szybko odzyskujecie równowagę i stajecie na nogi. Dobrze że mocno i szczelnie zaciągnęliście ściągacze na dole kurtki. Uszczelka zatrzymała wodę mimo wywrotki. Łowimy dalej…

Tak,tak..,tak to by wyglądało. Kurtka jest niesamowita, też ma właściwości wypornościowe!!. Gdyby jakimś cudem, trochę wody dostało by się pod kurtkę, na podszewkę, wystarczy zdjąć na chwilę kurtkę, wywinąć na lewą stronę i strząchnąć. Woda spadnie tak samo łatwo jak z powierzchni zewnętrznej. Wyściółka nie absorbuje wody!thumb.php6

thumb.php5Takich rewolucyjnych produktów jest więcej. Kolejna kurtka(coś jak softshell) SWELL NEOPREN HOODIE, cała ogumowana, której zewnętrzną powierzchnię można czyścić pod bieżącą wodą(!!) Rękawiczki neoprenowe z serii STRYKR czy czapka THYPOON WATCH CAP BEANIE, to świetne uzupełnienie kompletu. Jest tego trochę.

Jak to wszystko cenowo wygląda?

Jeśli chodzi o kurtki i spodnie z obu serii, będą oscylować w granicach 1000-1250 zł. Drogo? Może i tak, ale jak zobaczycie na własne oczy  wykonanie, jakość materiałów, praktyczność, fason… Bez wątpienia, jest to warte swojej ceny!! Czapki, rękawice będą kosztowały około 130-150 zł. Lepiej kupić raz a porządnie, prawda?

Zapraszam do sklepu,jeszcze przez ten tydzień mamy wystawione te nowości. Można przyjść, przymierzyć i zakupić.1896851_899187090133404_1056501456370151366_n

Do następnego razu.

 

Tomek ,, Strachu ,, Straszewski

 

 

 

Idzie zima…

Written By: Tomek Straszewski - lis• 24•14

 

 

 

 

Wars_Tomek1Coraz chłodniej, temperatura sukcesywnie spada, na wschodzie Polski mieliśmy już pierwszy atak zimy. Kończy się powoli sezon spinningowy. Oczywiście, puki jeziora i rzeki nie pokryją się krą i lodem dalej można chodzić za sandaczem, okoniem lub szczupakiem a na ciepłych kanałach można całkiem nieźle połowić białoryb.

Jednak obserwując obniżające się temperatury i inne symptomy nadchodzącej zimy, proponuję zrobić remanent w podlodowym sprzęcie. Dokładnie przejrzeć wędki, kołowrotki, kiwoki, zasób mormyszek, blach podlodowych no i przede wszystkim żyłki.

Żyłki w łowieniu podlodowym są elementem, który powinien bezwzględnie podlegać wymianie, po każdym sezonie podlodowym. Dlaczego? Argumentów jest kilka. Np. wszystkie żyłki które przechowywane są szpulach kołowrotków podlodowych po kilku miesiącach dostają bardzo mocnego efektu pamięci. Kołowrotki podlodowe przeważnie mają wielkość 500-1500 a średnica szpul jest bardzo mała.  Wystarczy odwinąć metr-półtora żyłki ze szpuli i widać wyraźnie jak linka układa się w  w mocno skręconą spiralę. Znacznie skomplikuje nam to łowienie lżejszymi przynętami. Utrudnia to, zarówno opuszczanie przynęty w toni, jak i prawidłową sygnalizację brań. Oczywiście trzeba dodać do tego proces utleniania się(starzenia) żyłki, uszkodzenia mechaniczne. W momencie kiedy zaniedbamy konieczność wymiany żyłek po sezonie, zemści się to na nas w najmniej oczekiwanej sytuacji(np.  hol dużej ryby).

Kołowrotki podlodowe również wymagają szczególnej uwagi. Płynna praca hamulca i przekładni, podstawa. Łowimy (najczęściej) delikatnymi zestawami. Cienkie żyłki, lekkie przynęty, to musi być poparte dobrze i sprawnie działającym kołowrotkiem. Zajrzyjmy więc do podkładek hamulca, jeżeli zobaczymy jakieś nieczystości, rdzę na metalowych podkładkach, oczyśćmy je, złóżmy na nowo.

Jeżeli mamy wątpliwości co do płynnej pracy przekładni, odkręćmy pokrywę korpusu, zobaczmy jak wygląda mechanizm, czy smar jest na swoim miejscu a jego jakość jest na odpowiednim poziomie. Jeżeli nie, oddajmy kołowrotek do serwisu na przegląd i smarowanie, bądź zróbmy to sami jeżeli potrafimy.

Wędkę podlodową należy sprawdzić pod kontem uszkodzeń mechanicznych. Wszelkie zarysowania, obicia, wyraźne uszkodzenia struktury blanków mogą przynieść nad wodą, w ujemnych temperaturach, efekt w postaci złamania wędziska. Ze szczególną dokładnością trzeba przyjrzeć się pierścieniom przelotek. Nawet niewielkie uszkodzenie ceramicznego wkładu w ułamku sekundy może doprowadzić do przecięcia cienkiej( i nie tylko cienkiej) żyłki. W najlepszym przypadku doprowadzić do uszkodzenia jej powierzchni na znacznym odcinku. Ważne jest również sprawdzenie mocowania lub uchwytu kołowrotka. To też pięta achillesowa wędek podlodowych.

Przynęty. Sprawdzenia wymagają kotwiczki i haki. Nie tylko ostrość ale ich stan ogólny. Wielokrotne odginanie i doginanie cienkich haczyków w mormyszkach prowadzi do osłabienia i w konsekwencji ich ułamania.

Kiwoki, ogrzewacze do rąk, kolce asekuracyjne, raki, siedzisko, to wszystko również wymaga kontroli i sprawdzenia.

Po dokładnych oględzinach sprzętu przychodzi czas na uzupełnianie zapasów.

Mój sprzęt podlodowy powiększył się w tym roku o nowy,bardzo ciekawy zestaw. To wędka i kołowrotek. Kijek, to FENWICK ELITETECH ICE ETI28 ML(medium light), długość całkowita wędki to 73,5 cm (dł. rękojeści 19 cm). Bardzo przyjemny, dosyć miękki i bardzo czuły, z niezłym zapasem mocy w dolnej części. Duża średnica przelotek w znacznym stopniu niweluje ich obmarzanie.big_Fenwick_Ice ,,Ciepły,, i wygodny uchwyt dopełnia reszty. Wędka nie posiada mocowania do kiwoka, ale nie jest ono konieczne. Przeznaczenie tego kijka, to lekka i średnia blaszka podlodowa lub metoda spławikowa(szczególnie na większych głębokościach). Świetnie się również sprawdzi do ciężkiej mormyszki (3-6 gr). W tym wypadku, szczytówka jest na tyle miękka i elastyczna, że kiwok jest zbędny. Fenwick ma w swojej ofercie kilka modeli z seri ELITETECH i AETOS. Ta druga seria, to ultra szybkie wędki z bardzo cienkimi i czułymi szczytówkami. Każdy znajdzie coś dla siebie.

big_1377169112Do takiego kijaszka zaprzęgłem bardzo fajny młynek, MITCHELL 310. Seria 300 Mitchell-a jest pewnie znana sporej rzeszy spiningistów (większe modele-308,300 ).  310 to najmniejszy model z całej serii. Bardzo precyzyjny( hamulec i nawój!! ), świetnie wyglądający kołowroteczek. Ma małą masę(195 gr), korpus i rotor wykonany z solidnego grafitu a w zapasie grafitową szpulę.

Zastanawiam się, co mam nawinąć na ten kręciołek. Chyba padnie na żyłki SHIMANO ASPIRE SILK SHOCK S-POWER. Sprawdziły mi się jako końcowe odcinki przyponów muchowych. W zimnej wodzie, nie traciła na elastyczności, mocy na węzłach a jej odporność na uszkodzenia mechaniczne mile mnie zaskoczyła. big_Aspire_Silk_ShockTo miękka, średnio rozciągliwa żyłka, sprzedawana w srebrnych, hermetycznych opakowaniach. Na krążku jest jej 50 m, to wystarczająca długość jak do łowienia podlodowego. Średnice jakie nawinę, to 0,165 mm(do blaszki) i 0,125 mm(spławik).

Mówiąc szczerze, nie mogę się już doczekać kiedy będę mógł wypróbować ten zestaw! Miejmy nadzieję, że już niedługo…

Tymczasem, muszę jeszcze poganiać trochę mętnookie na Wiśle, warunki do tego są idealne. O tym już Wam kiedyś pisałem..http://wedkarski-sklep.com/sandacz-na-zimno/

Do następnego razu.

 

Tomasz ,,Strachu,, Straszewski

 

Szwecja, szczupaki i inne przysmaki..część 3.

Written By: Tomek Straszewski - paź• 06•14

 

DSC_9364ja

 

ODSŁONA DZIESIĄTA

,,  Bezrybie  i  śled(ź)two ,,

Piątek. Ostatni dzień łapania. Pogoda poszła już na całość. 8 stopni, wiatr i przelotne opady. Wsiadamy na łódkę (mniejszą) bez przekonania. odbijamy od brzegu.

Jak zwykle, na początek pierwsza zatoka. Nic. Druga zatoka. Nic. I tak 8 zatok dalej, również nic.

Tą nudę próbujemy zwalczyć rozmową. Od słowa do słowa, zeszła gadka na śledzie. W/g Crisa śledzie tu nie zaglądają. Jarek jednak wspomina, że w ciągu tych paru dni  pomiędzy dwoma skalistymi wysepkami, na głębokości 8 -10 metrów, echo pokazywało co jakiś czas ławice jakiejś drobnicy. Czasami nawet bardzo spore ławice.

Ciekawe… . Z opisu Jarka bardzo mi to przypominało ławice śledzia. Dwa lata temu byłem na szkierach i właśnie w takich okolicznościach połowiliśmy śledzi, na choinki. No cóż, wobec strajku szczupoli nic innego nam chyba nie zostało. Trzeba to będzie sprawdzić.

Proszę Jarka, żeby płynął tam gdzie miał te odczyty na echu. W tym czasie przezbrajam mojego Aetosa. Zamiast przynęty spinningowej zapinam na agrafkę choinkę śledziową, na koniec jako obciążenie 30 gramowa ołowiana oliwka. Chłopaki patrzą się na mnie jak na kosmitę. Jeżeli te ławice to śledzie to wystarczy napłynąć nad nie i opuścić taki zestaw do dna i zaraz wszystko będzie jasne.

Podpływamy pod skalistą wysepkę. Na echu 9 metrów. Widać jakieś niewielki skupiska małej ryby ale nie wygląda to na śledzia.

W pewnym momencie na ekranie pojawia się naprawdę spora ławica, która stoi na głębokości od 7 do 9,5 metra. Staramy się szybko wyhamować łódź, żeby nie zgubić ławicy. Przy tym wietrze nie jest to łatwe. Musimy napłynąć jeszcze raz.

W końcu udaje się nam zatrzymać dokładnie nad ławicą. Za chwilę okaże się czy to śledzie czy jakaś inna drobnica. Chłopaki czekają w jakimś śmiesznym napięciu. Pytam się ich czy łowili już śledzie tym sposobem. Odpowiadają, że nie mieli okazji. He,he, he. Już wiem jaka będzie reakcja w momencie gdy zacznie się zabawa.

Choinka leci na dno. Wyprostowanie szczytówki sygnalizuję, że oliwka stuknęła o dno. Podnoszę zestaw o jakiś metr nad dno i delikatnie podbijam w miejscu…BINGO!!! A jednak to śledzie!!

Pierwsze uderzenie (jak dobry sandaczowy pstryk) następuje dosłownie kilka sekund po pierwszym podbiciu. Wędka zaczyna regularnie podrygiwać, wyraźnie czuję jak kolejne śledzie wieszają się na pozostałych hakach.20140506_163115 sledz

No dobra, kij już wygięty nieźle, wyciągamy zestaw. Po chwili z wody wyjeżdża zestaw z kompletem naprawdę ładnych, tłustych śledzi. Chłopaki cieszą się jak dzieci. Będzie super kolacja!

Robert drżącymi rękami zdejmuje ryby z haczyków. Za chwilę choinka znów idzie do wody. Sytuacja się powtarza. Za trzecim razem wyjmuję tylko dwa śledzie. Wiatr robi swoje i zepchnął nas z nad ławicy. Trochę to trwa zanim znajdujemy ją ponownie. Kolejne wypuszczenia zestawu i kolejne ryby. Jarek nie wytrzymuję i zamienia się ze mną.  Ja obsługuję silnik i odpinam ryby, Jarek ,,śledzi,, .

Potem oczywiście do ,,śledzenia,, dobiera się Robert. Radocha jaką mają chłopaki podczas tej zabawy albo ich miny…BEZCENNE!! Jak małe dzieci na wielkim, wypasionym placu zabaw.

Co chwila gubimy ławicę i znajdujemy nowe. Jedna z takich bardzo dużych ławic jest tuż przy skalistej wysepce. Stoją przy niemal pionowej skałce gdzie głębokość dochodzi do 11 metrów. Jarek z Robertem wpadają na pomysł, żeby przeszukać okolice tej wyspy pod kontem drapieżników. Logiczne, tam gdzie śledzie tam i drapieżnik, który na nich się pasie. Widzieliśmy na ekranie echosondy pojedyncze większe echa.20140506_174729sledz2

Proponuje, żeby wysadzili mnie na wyspie. Dołowię jeszcze trochę śledzi z tej skałki a oni popływają wokół wyspy za drapieżnikiem.

Łowienie śledzi ze skałki to dla mnie nowość ale było naprawdę świetnie. W dwadzieścia minut nałapałem ich naprawdę sporo.

Po jakiejś pół godziny później przypływają chłopaki, niestety bez żadnych efektów.

Krótka dyskusja. Ponieważ jest totalne bezrybie a pogoda robi się coraz bardziej gwałtowna i niebezpieczna (wiatr) zapada decyzja o powrocie. Tak w ogóle, to dziś czeka nas jeszcze wyciągnięcie dużej łódki z wody.

Spływając w kierunku pomostu rzucamy jeszcze od niechcenia przynętami w ciekawsze miejsca. Jedynym efektem jest szczupaczek, jego długość była tylko o 1/2 (!!??) większa od długości woblera na który się połakomił (Magic Swimmer 16,5 cm).

ODSŁONA JEDENASTA

,, Zemsta gremlina,,

Cumujemy małą łódkę do pomostu. Przesiadam się na dużą.

O w mordę!! Przez te dwa dni krypa nabrała sporo wody. Podłączam do akumulatora pompkę, która wypompowuje wodę z łódki. Chwile pracuje, po czym zaciąga jakiś farfocel który przypomina kawałek jakiegoś włókna. Słychać głośny trzask i pompka milknie. Wyciągamy ją, oglądamy, w końcu rozbieram. Dookoła turbinki jest wielki kołtun jakiejś sztucznej włókniny. Całkowicie blokuje on turbinkę. Pompka poszła z dymem.

Następne 45 minut zajęło wylewanie wody z łodzi. Masakra.

Sam się zgłosiłem, że odprowadzę łódź do slipu. Jak już wspominałem, polubiłem tą krypę z całego serca. W razie czego chłopaki podholują mnie małą łódką.DSC_9419powrót

To ostatni kurs tego wyjazdu. Tam gdzie mogę przesuwam manetkę na full i łódź leci jak ślizgacz. Cudne uczucie. Potem zwalniam, bo wpływam w wąski kanał. Płynę powolutku, sycę oczy pięknymi widokami. Po około 30 minutach widzę już slip i stojącego na nim Crisa.

Muszę podpłynąć na raz ale celnie, nie mam przecież wstecznego. Chwila skupienia i udaje się idealnie. Wciągamy krypę na przyczepę. Cris wsiada do auta, odpala silnik. Samochód ślizga się po slipie, krypa nasiąkła potężnie wodą i musi być cholernie ciężka. Po kilku próbach wreszcie się udaje. Zadowoleni pakujemy graty do samochodu i naglę…patrzę na lewe przednie koło auta, flak! Musieliśmy nieźle przytrzeć o jakiś ostry kamień.Około 30-40 minut zajmuje nam zmiana koła (problem z odkręceniem śrub). Upaprani wsiadamy w końcu do samochodu i powoli ruszamy. Po drodze wesoło gwarzymy i podsumowujemy wyniki wyjazdu.

Jakieś 5 kilometrów od celu, słyszymy donośny huk z tyłu a samochodem zaczyna trząść jakbyśmy jechali po olbrzymich kocich łbach!

To co widzimy w lusterkach mrozi nam krew w żyłach!! Przyczepa z łodzią, mocno pochylona na prawą stronę podskakuję jakby chciała pozbyć się ładunku.

Hamujemy i wyskakujemy z auta. Zachodzimy od prawej, koło z tej strony praktycznie nie ma opony. Została rozerwana i skręcona w jeden wielki supeł, zaczepiony o felgę. To dla tego przyczepa tak podskakiwała. Na szczęście łódź zamocowaliśmy solidnie i została na miejscu… Gremlin powrócił!

Teraz trzeba szybko coś wymyślić. Po krótkiej naradzie Cris wyciąga mały samochodowy lewarek i idziemy podnieść przyczepę. Musimy zdjąć koło, zapasu oczywiście nie ma. Lewarek podstawiony. Jednak taki malutki sprzęcik ma problem z podniesieniem dużej, nasączonej wodą jak gąbka łodzi. Podstawiam swoje plecy pod prawą burtę i na komendę podpieram łódź, próbując choćby trochę ją unieść. Po kilkunastu takich próbach udaję się. Lewarek dźwignął całość na dostateczną wysokość. Moje plecy odpokutują za ten wyczyn za kilka dni. Droga, na której nam się to przydarzyło jest niewiele szersza od całego naszego zestawu więc niemalże całkowicie ją zablokowaliśmy.

Koło zdjęte, odczepiliśmy przyczepę i pełnym gazem do domu Crisa. Tam okazuje się, że owszem jest koło w zapasie ale nie od tej przyczepy…. .Koła różniły się otworami na szpilki mocujące je do osi. Jednak Cris znów nas zaskoczył. Przymierzył obydwa koła, zaznaczył gdzie może wywiercić otwory pod śruby mocujące, złapał za wiertarkę i dalej do roboty. Minęła jakaś godzinka. Przez ten czas przygotowałem śledzie do smażenia. Cris skończył robotę, wskoczyliśmy do auta i wróciliśmy do przyczepy. Tutaj też trochę się nam zeszło. Cris pilnikiem musiał trochę poobrabiać wywiercone otwory pod szpilki. Gremlin przeszkadzał na każdym kroku…

Udało się!! Opuściliśmy przyczepę z lewarka. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy bacząc by nie przekroczyć 15 km/h. Nerwowo zerkając w lusterka dojechaliśmy do celu. Było już ciemno.

Ostatni wieczór spędziliśmy opychając się smażonymi śledziami, dyskutując o tym co przeżyliśmy, popijając z kieliszków rum, który Cris wyciągnął ze spiżarni. Potem z ciężkim sercem trzeba było zacząć się pakować. Kładąc się spać w głowie przewijały mi się obrazy z całego wyjazdu. Śnił mi się też gremlin, rechotał się głośno i wściekle, potem machnął na mnie ręką, odwrócił się i zniknął.

Wyjazd na lotnisko bardzo wcześnie rano (około 4-5.00). Lot już bez przygód i turbulencji.

EPILOG

Tydzień albo nawet dłużej zajął mi powrót do rzeczywistości. Wariacki wyjazd, świetne towarzystwo, piękne ryby, diabelska pogoda, gremlin…. To wszystko na zawsze zostanie w mojej pamięci. Był to jeden z najlepszych wyjazdów na ryby jakie mi się przytrafiły.

Film powstał, wyszło ciekawie i rzeczowo. Jest mnóstwo fotek, wspomnień no i podbiłem swój rekord jeśli chodzi o szczupaka!

Czekam na następną szaloną wyprawę…

P.S. Dziękuję Jarkowi, Robertowi, Konradowi, Remikowi i oczywiście Crisowi. To dzięki Wam ta wyprawa była tak udana. Polecam się na przyszłość he,he, he…

 

Do następnego razu.

Tomek ,,Strachu,, Straszewski

 

 

Sezon jesienny zaczynam w BASS’ie!

Written By: BASS - wrz• 02•14

 

Na sezon jesienny warto odświeżyć zawartość wędkarskich pudełek!

Zwłaszcza, jeśli wybieracie się na zawody! Zapraszamy do nas, a przy okazji mamy dla Was mnóstwo promocji i nagród do wygrania!

Nagroda Główna to fantastyczny grill PLANCHA L

Plancha_2

A do zdobycia także inne nagrody:

Kołowrotek Daiwa Strikeforce E 3000A

Kołowrotek Mitchell Avocet Bronze 4 RD 1000

Kołowrotek Mitchell Avocet Silver 4 RD 2000

kołowrotki

Trzy czapki Savage Gear Balaclava 42906

Szczupakowe killery:

Savage Gear Soft 4Play 19cm LB 42191

Savage Gear Soft 4Play 19cm LB 42192 

Savage Gear Soft 4Play 19cm LB 42193 

 Czapka_gumy

Aby wziąć udział w zabawie wystarczy w naszym salonie:

BASS AL. Prymasa Tysiąclecia 76 C Warszawa

dokonać zakupu za minimum 100 PLN obowiązkowo na rachunku musi się znaleźć produkt jednej z firm:

Abu Garcia, Berkley, Mitchell, Penn, Shakespeare, Spiderwire, Stren

(Nie ma znaczenia czy będzie to guma, wobler, żyłka, plecionka, kołowrotek czy wędka), następnie należy wypełnić kupon, odpowiedzieć na jedno proste pytanie i wrzucić kupon do urny.

Rozstrzygnięcie 4 Października o godzinie 12.00!

Ale to nie wszystko! Aż do końca września kupicie u nas różne produkty

z RABATAMI do 25%.

Aby być na bieżąco koniecznie dołączcie do wydarzenia na FB

(Aby to zrobić kliknij tu: https://www.facebook.com/events/793999617289722/ )

 

Będą tam na bieżąco wrzucane promocje!

Na pierwszy ogień wszystko od

SAVAGEAR’a – 20% (aż do 6 września 2014!)

IMG_6157

 A już niedługo informacje o kolejnych promocjach! 

Jeżeli nie możesz do nas przyjść osobiście, a chcesz wziąć udział w losowaniu nagród to składając zamówienie przez naszą stronę: www.bass-sklep.pl w uwagach zamieść taki zapis:
„Zgłaszam chęć udziału w akcji: „Sezon jesienny zaczynam w BASS’ie!” i zgadzam się na jednorazowe przetwarzanie moich danych osobowych przez pracowników firmy BASS w celu dodania do urny z kuponami.”
Zamówienie musi być złożone do 29.09.2014!

Z wędkarskimi pozdrowieniami

Sylwia Gościmska

www.bass-sklep.pl

 

Spławik i grunt u schyłku lata.

Written By: Tomek Straszewski - sie• 16•14

100_9502

 

 

Zbliża się koniec wakacji i koniec lata. Ruch turystyczny ma już widoczną tendencję spadkową. Na wszelkich akwenach wodnych maleje liczba łódek, żaglówek i kąpiących się wczasowiczów. Powoli wraca spokój.

Noce są już wyraźnie chłodniejsze i dłuższe, pogoda często nie rozpieszcza. Również temperatura wody w akwenach się zmienia, oscylując w optymalnych wartościach(16-20 stopni) dla większości ryb.

Uwielbiam ten czas. Wyciągam z pokrowca odległościówkę, quiverka i szykuję się do wieczorno- nocno-rannej zasiadki. Wybieram mniejsze łowiska t.j. starorzecza, niewielkie jeziora, stawy, kanały. W miarę kameralne łowiska.2014-07-02-1981widok Celem moich wypraw u schyłku lata są leszcze, liny, karpie, karasie i płocie.

Zestawy, które stosuję, są bardzo proste.

Odlegościówka trzy składowa w długości 4,20 m. Kołowrotek w wielkości 2500-3000, niekoniecznie matchowy. Może być uniwersalny. Na szpuli mam nawiniętą bardzo dobrej jakości, tonącą żyłkę 0,18-0,20 mm. Najczęściej TRABUCCO XPS MATCH SINKING ale ostatnio używam żyłki DRAGONA X-TREME MATCH (kapitalna żyłka) . Przypon długości około 30-40 cm, również bardzo dobry jakościowo jak żyłka główna (SHIMANO ASPIRE, TRABUCCO MATCH STRONG, ROBINSON SUPERCUP). Średnica przyponu, od 0,10 – 0,12 mm w przypadku gdy w łowisku dominuje płoć, leszcz czy krąp, od 0,14 – 0,18 mm gdy w łowisku występuje lin, karaś albo karp. Przypon łączę z żyłką główną małym(10-14) krętlikiem. Obciążenie składa się z ołowianej, przelotowej oliwki z rurką igielitową oraz małej, pojedynczej śruciny sygnalizacyjnej na przyponie. Wielkość haczyków uzależniam od rodzaju przynęty i wielkości poławianych ryb. Najczęściej łowię na białe robaki, kukurydzę lub pęczak. Do tych przynęt stosuję haczyki w jasnym kolorze(złoty, srebrny) w wielkościach od 12 do 8. Rzadziej stosuję czerwone robaki lub rosówki. Wtedy używam ciemnych haków w wielkościach od 10 do 4. Spławiki przelotowe, z dociążeniem w korpusie lub bez, swobodnie poruszające się po żyłce (żyłka przechodzi przez uszko spławika ), blokowane stoperami sznurkowymi lub silikonowymi. Gramaturę spławików dobieram w zależności od odległości na jakiej będę łowił, głębokości łowiska i warunków pogodowych panujących na nim( np.  im większy wiatr i fala tym bardziej wyporny spławik).  Na taką nocną zasiadkę, stosuję spławiki do których mogę bez problemu zamocować świetlik. Może on być mocowany do antenki albo za pomocą silikonowej rurki albo stosuję spławiki, których konstrukcja daje nam możliwość zamocowania świetlika w jego wnętrzu(np. EXPERT CHEMI LIGHT MATCH, EXPERT NIGHT-LIGHT MATCH). Spławiki wyważam tak, żeby wystawała tylko 1,5-3 cm końcówka spławika. Widać wtedy wyraźnie wszystkie brania, i te podnoszone i te ,,przytapiane,,.

Zestaw do łowienia z koszyczkiem również jest bardzo prosty i klasyczny.

Wędka typu quiver długości 3 metrów i ciężarze wyrzutowym 10-40 gram. Kołowrotek wielkości 3000. Może być z wolnym biegiem, na łowiskach gdzie można spodziewać się karpi ta opcja może się przydać. Żyłka z przeznaczeniem do metod gruntowych. Ja używam SUFIX-A FEEDER MONO w grubości 0,23 mm. Znakomita, wytrzymała, i nie odkształcająca się żyłka. Z podobnych żyłek śmiało polecam TRABUCCO  SPECIAL FEEDER albo FIUME FEEDER. Przyponówka w średnicach 0,14 – 0,20 mm, tych samych marek jakie wymieniłem w przypadku odległościówki. Również w metodzie gruntowej przypon z żyłką główną łącze krętlikiem(odpowiednio większym). Przed krętlikiem, na żyłce głównej zakładam tzw. zbijak. Najczęściej jest to bardzo duży stoper albo duży silikonowy koralik, taki jaki stosuje się w zestawach morskich. Zabezpiecza to węzeł przed uszkodzeniem, przez poruszającą się po żyłce głównej rurkę antysplątaniową. Jeśli chodzi o obciążenie, to najczęściej używam koszyków zanętowych z niewielkim dociążeniem, 15 – 30 gram. Co do haczyków, to obowiązuje ta sama zasada jak w odległościówce( patrz wyżej ). Ponieważ to zasiadka nocna również stosuję świetliki. W sklepie są dostępne specjalne świetliki do drgającej szczytówki. Rozprowadza je TRAPER pod nazwą CLIP-ON. Produkowane są w trzech rozmiarach SS, S i M. Każdy rozmiar jest do innych średnic szczytówek. Wystarczy tylko dopasować do grubości naszej szczytówki i szlus. Montuje się je bardzo łatwo i sprawnie, świecą długo i intensywnie. Nie używam dzwonków. Jakoś nie mam serca do nich. Często je gubiłem.

Zanęty.

Używam gotowych mieszanek. Do odległościówki o mniejszej frakcji, dobrze pracującej w wodzie. Polecam coś z zanęt LORPIO, z serii MAGNETIC, w zależności na jaką rybę się nastawiamy. Do tych zanęt nie stosuję żadnych dodatkowych atraktorów zapachowych. Dosypuję tylko pinkę, słodką kukurydzę czasami pęczak.

Do łowienia z koszyczkiem również stosuję gotowe mieszanki przeznaczone do feedera. Przykładem tu niech będą zanęty TRAPER FEEDER DYNAMIC, MONDIAL-F TEAM FEEDER czy LORPIO SPECIAL FEEDER. Dodatki takie jak wyżej.

Wyposażeniem dodatkowym i koniecznym do takiego łowienia są : latarka(!!), wiadro zanętowe, wypychacz, podbierak, siatka na ryby, prowiant( w tym coś słodkiego), termos z gorącą kawą lub herbatą, ciepłe ubranie (nocki a szczególnie poranki już chłodne), aparat fotograficzny, coś przeciw deszczowego i repelent na komary.2014-07-02-1988 art1

Do tego jeszcze dobre towarzystwo( wędkowania samemu w nocy nie polecam ), dużo samozaparcia, trochę szczęścia i pozytywnego myślenia.2014-07-03-1999art3

Takie zasiadki mają swój niepowtarzalny urok. Czuć już gdzieś w powietrzu nadchodzącą jesień ale przyroda wokół jeszcze na pełnych obrotach, chłód poranka rześki i przejmujący ale skutecznie odpędza sen.2014-07-14-2022 m1

No i ryby… . W świetnej kondycji, silne i waleczne.

Powodzenia na spławikowo-gruntowych zasiadkach u schyłku lata.

Do następnego razu…

 

Tomek ,,Strachu,, Straszewski

Szwecja,szczupaki i inne przysmaki…cz. 2

Written By: Tomek Straszewski - cze• 23•14

 

DSC_9364 t1

 

ODSŁONA PIĄTA

,, DO BOJU!! ,,

Dziwne, spałem bardzo krótko a nie było problemu ze wstawaniem. Podobnie jak wszyscy. No, może Remik coś tam lekko marudził, że głowa boli czy coś. Kawa i herbata, dobre  śniadanie stawia wszystkich na nogi. Nie straszne nam problemy techniczne, czuć wyraźnie bojowy nastrój i pełną mobilizację .

Cris już dawno na nogach. Od wczesnych godzin porannych analizował wszystkie wczorajsze, techniczne awarie. On też jest bojowo nastawiony, wszystko się naprawi. Miejmy nadzieje.

No, dobra panowie! Do roboty! Szykujemy sprzęt, ubieramy się, prowiant spakowany, coś do picia, coś słodkiego. Zbiórka przed domem.

Trzeba nakręcić przygotowania, coś pokazać,powiedzieć. Szybko się z tym uporaliśmy i lecimy nad wodę.

Niestety, trzeba znów dźwigać akumulator. Sprzętu też jest trochę. Po drodze robimy dwa, trzy przystanki. DSC_1831 mękaAkumulator niesiemy na zmianę.

Dzisiaj wyraźnie widać, że tutaj wiosna dopiero puka do drzwi. Drzewa bezlistne, tu i ówdzie zakwitły dopiero przylaszczki. Świeci słońce ale temperatura oscyluje w pobliżu zera stopni. Wieje lekki ale lodowaty wiatr.

Dotarliśmy w końcu do pomostu. Przy wejściu na pomost jest sporej wielkości skałka. Wdrapuję się na nią. Staję na szczycie. Widok stąd jest niesamowity. Za mną wdrapuje się Robert, robi kilka fotek.DSC_1833 pejzaz

W tym czasie reszta załogi pakuje graty na łódki. Cris od razu bierze się do pracy przy silnikach. Na pierwszy rzut idzie silnik na małej łódce.

Ustalamy kto i na której łódce będzie pływał. Zgłaszam się dobrowolnie na dużą łódź. Pomimo gremlina na pokładzie jakoś polubiłem tą łajbę. Ma w sobie to coś….

Dołącza do mnie Robert. Remik, Konrad i Jarek będą pływać na mniejszej. Chłopaki to mistrzowie castingu, skusiły ich specjalne podesty na małej łodzi, z których naprawdę wygodnie się łowi, nawet we trzech. No, pomijam fakt, że mała łódka jest wyposażona w echosondę. Duża niestety nie.

Mija godzina kiedy Cris oznajmia, że silnik w małej łodzi jest gotowy. Chłopaki błyskawicznie pakują się na pokład, odpływają i zaczynają łowienie.

Teraz kolej na walkę z silnikiem na dużej łodzi. Na początku Cris walczy sam, potem Robert przyłącza się do tej nierównej walki z gremlinem.

Czas mija. Chłopaki przestali grzebać w silniku, za to rozebrali mechanizm manetki i stacyjkę. Z nudów biorę do ręki wędkę i zaczynam dokładnie obrzucać wodę wokół łodzi. Próbuję różne przynęty woblery, wahadła jednak szybko wracam do gum. Woda wokół płytka i zarośnięta, gumy zdecydowanie najlepiej sobie radzą w takim terenie.

Mija kolejna godzina, a może dwie… . Tracę rachubę czasu. Robert z Crisem zrobili postęp jeśli chodzi o naprawę silnika. Zdołali go uruchomić i przywrócić mu moc. Jednak nadal nie ma wstecznego. Na dodatek znów rozładowali akumulator. Cris stwierdził,że nie możemy pływać z takim akumulatorem więc pojedzie i kupi nowy. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na łodzi. Robert również chwyta za wędkę i zaczynamy razem czesać wodę.

Jarek, Remik i Konrad podpłynęli na chwilę zapytać jak wygląda sytuacja. Pytamy czy coś złapali. Niestety jest bryndza. Jarek mówi, że woda ma temperaturę około 5-6  stopni co nie wróży dobrych brań. Po wymianie informacji odpływają w najbliższą zatoczkę i bombardują wodę przynętami.

Mija kolejna godzina, nie dzieje się kompletnie nic. Zaczyna mi siadać psycha. Robert też jest nie w sosie. Zaglądam do swojego plecaka i…kurcze! Zapomniałem, że spakowałem do niego buteleczkę grejfrutówki! Szybko nalewam po kieliszku ( Jarek zostawił zestaw turystycznych kieliszków, na szczęście ). Za odmianę losu!

Błyskawicznie po żołądku rozlewa się fala ciepła i jakoś się człowiek rozluźnił. Rzuty lepiej wychodzą i zimno przestało przeszkadzać.

Z tego przyjemnego letargu wyrywa mnie krzyk Roberta, siedzi! Patrzę z niedowierzaniem na wygiętą wędkę Roberta.DSC_9331 rob Za chwilę widzę i rybę. Szczupak jest niezbyt okazały, tak na oko około 60 cm. Dobre i to ! Radość nie trwa długo, bo ryba wypina się przy samej łodzi. Cholera jasna!! Robert kwituje to spokojnym,, Trudno, nie duży był. ,,

Nieważne, kontakt z rybą polepsza nasze nadszarpnięte morale. Dalej biczujemy wodę. Kontem oka widzę wzmożony ruch na łódce chłopaków. Stoją od nas jakieś 100 metrów. Widzę kamerę w rękach Jarka i Konrada wychylającego się przy burcie. Mają rybę! Czyżby coś się zaczęło dziać? Jak na zawołanie słyszę Roberta, siedzi! Szczupak dzielnie walczy w plątaninie roślin. Robert siedzi wysoko, na nadbudówce łodzi więc musi się trochę nagimnastykować żeby podebrać rybę. Udaje się. Szczupły ma około 60-65 cm ale jest nieźle opasiony i gruby. Buzi i do wody. Uśmiechnięta twarz Roberta mówi sama za siebie.

Znów widzę zamieszanie na łódce Jarka. Wygląda na to, że mają kolejną rybę. Trzeba wzmóc czujność, bo wygląda na to że szczupaki postanowiły, że czas na obiad.

Przy którymś rzucie czuje energiczne łupnięcie w gumę, zacinam odruchowo wędka wygina się w łuk i zaczyna rytmicznie podrygiwać. Trochę chlapaniny i z wody wyjeżdża kolejny gruby sześćdziesiątak.DSC_9328 szcz1 Nareszcie mam rybę!! Fotka, buźka i do wody.

Jak duch, za naszymi plecami, na pomoście pojawia się Cris. Streszczamy mu szybko ostatnie 20 minut. Widzi nasze podekscytowanie, montuje szybko akumulator ( nie wygląda na nowy ). Odpalamy silnik, pracuje bez zarzutu, tylko wstecznego ciągle nie mamy. Trudno, da się przeżyć. Machamy na  chłopaków, muszą przypłynąć żeby odciągnąć nas od pomostu. Dalej damy sobie już radę.

Przypływają, odciągają nas na otwartą wodę. Pytam o ryby. Jarek zdaje relację i pokazuje poharataną dłoń. Mieli spore ryby.DSC_1838 jar1 Siadam za kółkiem, przesuwam manetkę do przodu. Łódź rusza ochoczo. Aż korci, żeby docisnąć manetkę mocniej ale wole nie ryzykować i nie robić zbyt dużo hałasu. Do boju, bo szczupaki zgłodniały!

ODSŁONA SZÓSTA

,, Happy hours,,

Ustawiamy się w pierwszej zatoce. Tam gdzie chłopaki stali poprzednio. Oni też ustawiają swoją łódkę obok naszej. Łowimy…

Na efekty długo nie trzeba czekać. Robert zapina ładnego siedemdziesiątaka. Dosłownie kilkanaście sekund później Konrad ma ładną rybę.DSC_9473 kon1 Wszyscy łowią Sebile-ami. Magic Swimmer-y w wersji miękkiej i twardej, Stick Shadd-y. Tylko ja łowię ,,niepolitycznie,, na gumę innego producenta.

Chyba wszyscy już zaliczyli po ładnej rybie tylko u mnie coś słabo. W końcu czuję konkretne walnięcie w przynętę. Zacinam i czuję przyjemny ciężar. Ryba stawia mocny opór. W przeźroczystej wodzie widzę jak szczupak targa pyskiem próbując pozbyć się przynęty. Pod powierzchnią wyraźnie widać jaki jest szeroki. Chwytak idzie w ruch i ryba ląduje w moich rękach. Ma dobrze ponad 70 cm. Z tego wszystkiego zapominamy o aparacie i kamerze, które mamy na pokładzie. Jarek nas zabije za brak fotek i filmów. Nie ma za bardzo na to czasu, bo Robert znów holuje rybę. Odhaczam rybę najdelikatniej jak mogę (przynęta jest mocno i pewnie zażarta) i szybko zwracam jej wolność. Robert podbiera swoją rybę. Ma na pewno około 80 cm. W ferworze tego wszystkiego nie zabraliśmy miarki ze sobą, masakra. Odmierzamy ryby ,,do uda,,. Amatorka na maksa.

Kolejne rzuty, jest parę pobić, są spady, naprawdę się dzieję. Chłopaki dają mi reprymendę co do przynęt jakie używam. Dobra,dobra już zmieniam…

Zakładam 14 centymetrowego  Stick Shadda w wersji suspending. Niebieski grzbiet i przeźroczysty korpus. Chwila…? Co on ma w środku?! Wobler (bez sterowy) Wypełniony jest bezbarwnym płynem, jest też kilka stalowych kulek. Ciekawe. Szoku doznaję wtedy gdy potrząsam woblerem… . Tam jest jeszcze jeden płyn!! Czerwony jak krew! W momencie kiedy potrząsam ponownie woblerem, ten czerwony płyn przemieszcza się w środku i zabarwia wnętrze woblera na lekko czerwonawy kolor. Wygląda to tak, jakby wobler doznał krwotoku wewnętrznego. Może właśnie to ma imitować ta przynęta. Ranną, pokrwawioną rybę? Niezły patent.

Tego wobka założyłem na mocniejszy kijek. Konrad wczoraj wręczył mi do testów Fenwicka z serii ELITE TECH WALLEYE. . Dokładnie model dwu częściowy, długości 6,9 stopy( 2,05 m ) i ciężarze wyrzutowym od 1/8 do 7/8 uncji (3-25 gr ). Właśnie do takich przynęt.

Rzut w kierunku trzcin. Prowadzę Stick-a krótkimi energicznymi szarpnięciami, robiąc krótkie, nieregularne pauzy. Właśnie podczas tych zatrzymań wobler wolniutko tonie, lusterkując delikatnie. Po następnym rzucie gdy wobler jest jakieś 5-6 metrów od łodzi zatrzymuję go na 3 sekundy. Widzę jak zaczyna powoli opadać. Za chwile już go nie widzę, bo znika w szeroko otwartej, najeżonej zębiskami paszczy. Nie mam pojęcia skąd wyskoczył ten szczupak! Woda jest przeźroczysta, woblera widziałem, ryby nie. Prędkość z jaką następuje atak jest niesamowita.

Hol jest dynamiczny i emocjonujący. Ryba parę razy nurkuje gwałtownie pod łódkę. W końcu udaje mi się ją pochwycić chwytakiem.

Jest większa od poprzedniej. Pewnie blisko 80 cm. Robert ma za moment rybę ale wypina mu się w pobliżu łódki. kątem oka widzę, że chłopaki na swojej łódce też mają co robić. U nich kamera jest co jakiś czas w ruchu.

Przez następne 15-20 minut nie mam żadnego brania, pobicia czy odprowadzenia. Odkładam ELITE TECH-a. Wracam do swojego AETOSA  (1,98 m , 3-21 gr ) i ,,niepolitycznych,, gum.

Kilkanaście rzutów i nic. U chłopaków znów zamieszanie na łodzi. Nie wiem czy rybę ma Konrad czy Remik. Muszę się bardziej przyłożyć. Staram się poprowadzić gumę w jak najwolniejszym opadzie. Tam gdzie łowimy jest jakieś 1,2-1,5 metra wody i kępy morszczynu, odznaczające się wyraźnie ciemnym pasem. To stamtąd wychodzą ryby. Woda jest przejrzysta i klarowna.

Czuję potężne kopnięcie na wędce. Po zacięciu nie ma charakterystycznych szybkich szarpnięć. Są za to powolne, mocne, miarowe pociągnięcia. Ryba trzyma się w pobliżu dna. Parę razy kołowrotek oddaje kilka metrów plecionki, chociaż hamulec jest dość mocno dokręcony. To nie jest mała ryba! Robert widząc co się dzieje, szybko schodzi do kabiny po kamerę i zaczyna kręcić. Ryba kołuje powoli i majestatycznie w pobliżu łodzi. Teraz wyraźnie ją widzę.Szczupak jest naprawdę duży. Czuję nerwa, bo to na pewno jest mój rekord. Parę razy ryba odjeżdża od burty. W końcu udaje mi się dobrze zapiąć szczęki chwytaka i podbieram rybę. Jest długa i masywna. Cholera, że nie mamy miarki. Przykładam do nogi, czubek pyska mam na wysokości mojego kolca biodrowego, ogon ryby lekko dotyka dna łodzi. Zmierzymy później tą odległość. Bezapelacyjnie mój rekord! Radocha jak jasna cholera. Wypinam przynętę z pyska. Robert odkłada kamerę, bierze aparat i strzela fotki.DSC_9345 szcz2 Ostatni rzut oka na rybę i do wody. Przytrzymuję ją przez chwilę pod powierzchnią wody. Czuję jak ryba się napręża, puszczam i szczupak powoli odpływa. Micha mi się cieszy, w niepamięć idą wszystkie dzisiejsze złe zdarzenia. Jest dobrze!

Piętnaście minut później doławiam jeszcze szczupaczka około 60 cm i brania ustają. Od momentu jak złapaliśmy pierwszego szczupaka przy pomoście, minęły niespełna dwie godziny. Wszyscy zaliczyliśmy niezłe ryby. Dzień chyli się ku końcowi. Przeczesujemy jeszcze kilka dalszych zatoczek, jednak już bez efektów. Kończymy łowienie i płyniemy do pomostu.

Wracając stwierdzam, że muszę spróbować co ten silnik potrafi. Przesuwam manetkę zdecydowanie do przodu.DSC_9550 Łód Łódź szybko wchodzi w ślizg i…po prostu leci. Pięknie się kładzie w zakręty. Tak, ta łódź ma w sobie coś…

ODSŁONA SIÓDMA

,, Urodzinowy wieczór ,,

Odmiennie do dnia wczorajszego, w drodze na kwaterę żywiołowo dyskutujemy na temat dzisiejszych wyników. Dochodzimy do domu. Teraz jakiś dobry, ciepły posiłek i kropelka czegoś mocniejszego z toastem za udane połowy.

Pada pomysł żeby rozpalić grilla. Niezła myśl! przecież w lodówce leży ogromny kawał karkówki. Przyjeżdża Cris. I tu miła niespodzianka. Jakiś czas przed wyjazdem miałem urodziny. Wtedy dostałem przez net mnóstwo życzeń, w tym również od Crisa. Dzisiaj wręczył mi z tamtej okazji wielką butlę Jacka Danielsa. Znów zapowiada się dłuugi wieczór.

Konrad zabrał się za szykowanie opału i rozpalanie grilla. Ja za karkówkę. Reszta za picie i gadanie.

Karkóweczkę pokroiłem na kilkanaście plastrów, dobrze doprawiłem i zamarnowałem. Przy stole zrobiło się głośno, radośnie i intensywnie. Oglądaliśmy zdjęcia, z wypiekami na twarzy relacjonowaliśmy każdy hol. Jarek i Konrad złapali naprawdę ładne sztuki. Jarek 96 cm a Konrad 95 cm. Cieszę, że również mój szczupak przekroczył 90 cm. W domu zmierzyłem odległość pomiędzy podłogą a kolcem biodrowym. Wyszło 94 cm. Nieźle. Mój nowy rekord. Taki urodzinowy prezent.

Dalsza część wieczoru była równie intensywna. Karkówka wyszła wyborna, whisky smakowała wyśmienicie a opowieści, kawały i anegdoty sypały się jak z rękawa. Znów poszliśmy późno spać. Przed nami kolejne dni walki..

ODSŁONA ÓSMA

,, Powrót gremlina ,,DSC_9523 szcz3

Następne dni przynoszą ciągłe pogorszenie pogody. Ryby współpracują słabo. Nie to żeby nic się nie działo. Łowimy szczupaki owszem ale wszystkie w granicach 50-70 cm. Wykorzystujemy ten czas, żeby nagrać materiał o przynętach SEBILE-a i sposobie ich prowadzenia. Konrad z Remikiem mają o tym gigantyczną wiedzę, wynikającą z praktyki. Ważne są wszystkie smaczki i niuanse w prowadzeniu poszczególnych przynęt. Będzie można to zobaczyć na filmie.

Gdzieś około poniedziałku, w połowie dnia, obławiamy jedną z zatok niedaleko przystani. Łódki stoją w niedużej odległości od siebie.

W pewnym momencie chłopaki stwierdzają, że płyną dalej. Jarek łapie za linkę od zapłonu, szarpie energicznie kilka razy i …dupa. Silnik nie zapala. Znów kilkanaście prób i nic. Zdenerwowanie daje o sobie znać. W eter idą niecenzuralne wiązanki.

Kolejna seria prób uruchomienia. Nagle, słychać trzask rozsypującego się mechanizmu rozruchu (sprężyny). Jarek stoi z urwaną linką w ręce. Cisza jaka następuje po tym, jest wymowna. Gremlin powrócił…

Zostało jeszcze parę godzin do zmierzchu.  Spływamy do przystani. Podpychamy chłopaków pod pomost a sami postanawiamy jeszcze trochę popływać.DSC_9483 jazda

W końcu i my kapitulujemy i kończymy łowienie. W domu Cris z Konradem próbują naprawić uszkodzony rozruch. Bez efektu.

Jak długo ten cholerny gremlin będzie nas prześladował..

W pewnym momencie, Jarek z Crisem wsiedli do auta i gdzieś pojechali. Pomyślałem, że pewnie na stację benzynową po paliwo i jakieś pieczywo. Jakże wielkie było moje zaskoczenie gdy po około 1,5 godziny wrócili z….nowiutkim, 5-konnym, czterosuwowym silnikiem!

Cris po prostu kupił nowy silnik. Widać sam miał już dość ciągłych awarii.

Pięć koni to nie dużo, biorąc pod uwagę ogrom wody jaki mieliśmy do dyspozycji ale jak się przekonaliśmy w ciągu tych paru dni, nie ma potrzeby pływać daleko, żeby połowić. Taki silnik do mniejszej łódki jest ok. Będzie dobrze.

ODSŁONA DZIEWIĄTA

,, Zmęczenie materiału ,,

 

Wieczorem siadamy wszyscy przy stole. Po mimo tego,że sprawa silnika do małej łodzi się wyjaśniła nie widzę entuzjazmu na twarzach kolegów. Zamiast tego widzę…zmęczenie. Potężne zmęczenie.

Od czwartku jechaliśmy równo na adrenalinie i euforii. Nie przeszkadzało późne chodzenie spać, wczesne wstawanie. Teraz było widać wyraźnie, że nastąpiło zmęczenie materiału. Zmęczenie fizyczne i psychiczne. Co teraz?

Są na to dwie metody. Pierwsza prostsza, odpuścić sobie. Położyć się wcześniej spać, wyspać się, wstać późno, na luzaka, można nie wypływać.

Druga metoda, zacisnąć zęby, zrobić dobrą, smaczną kolację. Wychylić parę szklaneczek czegoś mocniejszego, pośmiać się trochę, pożartować. Znowu iść późno spać, wcześnie wstać i łowić od rana do nocy.

Wybraliśmy tą drugą metodę. Trzeba być twardym a nie miękkim! Zmusić organizm do aktywności i takiego intensywnego trybu pracy, można go w ten sposób oswoić i przyzwyczaić.

I wiecie co? Udało się!

ODSŁONA DZIESIĄTA

,, Triumfalny finisz chłopaków ,,

Konrad z Remikiem muszą wracać 7-ego, w środę, wieczorem do Polski. Ja, Jarek i Robert wracamy 3 dni później.

W środę rano jak zwykle meldujemy się na pomoście. Pakujemy się do łódek i na wodę. Dla chłopaków, to ostatnie łowienie tego wyjazdu. Mają lekki niedosyt jeśli chodzi o rozmiar ostatnio łowionych szczupaków. Przeważają ciągle sześćdziesiątaki.

Wypływamy. Od razu ustawiamy się w pierwszej zatoce. Na początku nic się nie dzieje. Wszyscy zmieniają przynęty. AT-MINNOW-y, MAGIC SWIMMER-y, STICK SHADD-y i SVARTZONKERY od ABU, gumy BERKLEY-a.

Od paru dni, prawie nie zdejmuję z agrafki ,,twardego,, Magic Swimmer-a, w wersji suspending (45 gr). Robert męczy Stick Shadd-a.

Łódki stoją od siebie w odległości 10-15 metrów . Rzucamy tak, żeby sobie nie przeszkadzać.

Słychać podniesiony głos Remika : ,, Ryba!! I to ładna!! ,, . Rzeczywiście, kij wygięty solidnie. Widać wolne, miarowe, silne przygięcia. Wiry na wodzie są naprawdę spore. Znów dłuższy odjazd. Za moment ryba wychodzi do powierzchni. Teraz wyraźnie widać jak jest gruba. Trochę chlapaniny przy łódce i Remik sprawnie podbiera,, mamuśkę,, . Będzie około metra. Jarek wszystko kręci. Ryba ma 97 cm. Znów zabrakło niewiele do magicznej setki.DSC_1949_s

Jarek nie zdążył odłożyć kamery. Tym razem Konrad ma ładną rybę. Znów gruby szczupak. Krótka sesja zdjęciowa i ryba wraca do wody.Dobija nas Jarek wyciągając piękną, tłustą ,,mamusię,, .DSC_1927_s  Cholera, tylko u mnie i Roberta jakaś cisza. Trzy sekundy później czuję łupnięcie na szczytówce. Mam rybę, nie jest to okaz ale około 70 cm jest. Robert chyba niezbyt zadowolony z sytuacji. Podejmujemy decyzję o przestawieniu się w następną zatoczkę. Tak też robimy.

Chłopaki nie próżnują. Co chwilę widzę jak Jarek dzierży kamerę. Robert krzyczy ,, Ryba!,, . Po kiju widać, że nie mała. Jednak po minucie walki spada.

Potem następuje dość długa przerwa w braniach. Nie dzieje się nic. Patrzę na łódź chłopaków. Podnoszą kotwicę i dryfują w naszą stronę.

Monotonia daje o sobie znać, czas płynie. Sam nie wiem ile już rzutów wykonałem 50-80 ? Zaczynam z nudów obserwować swoją przynętę jak pracuje w pobliżu łodzi. To, co następuje chwilę później, jest jak otrzeźwiający cios z otwartej w twarz. Widzę, jak nieśpiesznie gdzieś od dna odrywa się długi, rudawy, wrzecionowaty kształt. Po chwili widzę już tylko wielką, otwartą paszczę i znikającą w niej przynętę. Kij znacznie się ugina, ryba po zacięciu daje potężnego susa pod łódkę. Schodzi do dna i tam energicznie potrząsając pyskiem próbuje pozbyć się przynęty. Jest naprawdę silna.

Kątem oka widzę Jarka na drugiej łodzi, jak chwyta kamerę i kręci. Szczupak pięknie walczy. Mam spore problemy z podebraniem ryby.

W końcu chwytak jest na miejscu i ryba ląduje w łodzi. Blisko 90 cm. DSC_9675Zielonkawo-rudy zbój! Pięknie walczył. Zdjęcia, ryba do kamery i woda. Uff!! Pięknie.

Czas płynie nieubłaganie. Remik z Konradem kończą łowienie, muszą już się zbierać. Samolot mają za 4 godzinki.

Spływamy do pomostu. Chłopaki zabierają graty z łódki. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie,DSC_9726 pożegnanie i ruszają w drogę. Cholera jasna, szkoda…. Przynajmniej na pożegnanie woda obdarzyła ich pięknymi rybami.

Przepakowujemy z Robertem graty na małą łódkę, zabezpieczamy dużą, dosiada się Jarecki i dalej na wodę.

Do wieczora pływamy jeszcze za szczupakiem ale bez efektów. Pogoda z dnia na dzień się pogarsza. Wieczorem, przy stole jakoś cicho i markotnie. Wyjątkowo szybko idziemy spać.

 

C. D. N.

 

Tomek ,, Strachu,, Straszewski

 

 

 

 

 

 

Sum-owe zapasy czyli sum-o..

Written By: Tomek Straszewski - cze• 22•14

 Sezon sumowy już niebawem. Jak? Na co? Czym? Temat rzeka…

Trzy moje propozycje. Do spinningu, do trollingu i do gruntu.

Zestaw spinningowy:

zestaw na suma spinningowy

Wędka SHIMANO BEAST MASTER DX  2,7 m c.w. 50-100 gr.

Kołowrotek OKUMA SALINA 55 FD.

Plecionka BERKLEY WHIPLASH 0,21 mm 275 m do 26 kg.

Woblery SALMO BOXER 7 cm płytko i głęboko chodzące.

SALMO HORNET 9 cm.

RAPALA DT-20 7cm.

RAPALA SHAD RAP 9 cm, w wersjach płytko i głęboko schodzących.

SEBILE CRANKSTER 5,5 cm.

DORADO ALASKA 5 cm.

Dołożył bym jeszcze jakieś gumy w wielkości 10-18 cm. RELAKS, MANN,S(rippery) , DRAGON( Fatty, Reno killer, Bandit ).

Blachy wahadłowe, duże ALGI, GNOMY, KALEWY.

Kolorystyki przynęt różne. Sum nie jest wzrokowcem.

 

Zestaw trollingowy:

zestaw sumowy na trolling

Wędka ABU VERITAS(1302995-8,2) w wersji cast (z pazurem), 2,50 m c.w. 40-100 gr.

Kołowrotek( multiplikator ) CORMORAN CORCAST RS 400.

Plecionka SPIDERWIRE STEALTH GLOW-VIS BRAID 0,30 mm 270 mm do 33,9 kg wytrzymałości.

Przynęty można wykorzystać takie same jak przy spinningu.

 

Zestaw gruntowy:

sprzęt sumowy na grunt

Wędka TEAM DRAGON SILVER EDITION CATFISH 3,30 m do 300 gr. wyrzutu.

Kołowrotek PENN SPINFISHER SSV 6500 LL, wersja z wolnym biegiem.

Plecionka SUFIX 832 0,48 mm, 270 m, wytrztmałość do 45 kg.

Do tego ciężarki od 100 do 350 gram. Mocne sumowe haki i kotwice np. GAMAKATSU, VMC, OWNER.

Plecionka przyponowa SUFIX SUPER CAT albo DRAGON GIANT CAT.

To tylko kilka propozycji z baaardzo wielu możliwych.

Powodzenia w sumowych zapasach.

Do następnego razu.

Tomek ,, Strachu ,, Straszewski

Czas na sandacza…

Written By: Tomek Straszewski - maj• 28•14

 

104_0942

Wielkimi krokami zbliża się sezon sandaczowy.

Oto trzy moje propozycje, jeśli chodzi o sprzęt (podstawowy)

ZESTAW 1

Wędka Fenwick Elite-Tech Walleye Jigging, model EWS 63M-XF 6,3 stopy(1,9 m),  1/8-3/4 oz(3-21 gr). Cena około 849,00 zł.

Szybki, bardzo czuły, jednoczęściowy kij ze sporym zapasem mocy.

Kołowrotek Shimano Stradic 3000 SFD. Cena około 794 zł.

Precyzyjny, szybki, metalowy kołowrotek. Wzorowo nawija plecionkę!

Plecionka Dragon Ultra 8X Nano Braid, średnica 0,14 mm. Cena około 120 zł.

Gładka, ośmiosplotowa, mocna i trwała plecionka. Nie wyje po przelotkach, świetne właściwości rzutowe. Kolor seledynowy.

 

ZESTAW 2

Wędka Dragon Millenium HD Power Jig 2,25m, 5-25 gr. Cena około 210 zł.

Kij, który ma już ustaloną renomę. Od lat na rynku. Wklejka, szybka i precyzyjna. Znakomita relacja ceny do jakości.

Kołowrotek Spro Red Arc 10300. Cena około 410 zł.

Kręcioł też już znany i lubiany. Metalowa konstrukcja, bardzo dobry system nawijania plecionki, precyzyjny hamulec.

Plecionka Kamatsu Techron. Cena około 97 zł.

Solidna, wytrzymała, japońska linka. Najlepiej w kolorze fluo żółtym.

 

ZESTAW 3

Wędka Mistral Heavy Jig 2,4 m, 5-35 gr. Cena 152 zł.

Tania ale mocna i całkiem poręczna wklejka.

Kołowrotek Mitchell 300. Cena około 195 zł.

Bardzo precyzyjna, lekka, solidna maszynka za niewielkie pieniądze. Da radę na pewno.

Plecionka Savagear Finezze 0,13 mm. Cena około 58 zł.

Klasyczna 4-splotowa plecionka. Trwała i mocna. Żółta.

 

Jak zauważyliście wybrałem zestawy sandaczowe do łowienia metodą opadu, z łódki. Dlaczego tak?

W czerwcu to najskuteczniejsza metoda na mętnookiego drapieżce. Najatrakcyjniejsze łowiska wtedy, to zaporówki. Żeby dobrze połowić łódka jest konieczna.

Trzy zestawy sandaczowe w różnych pułapach cenowych. Każdy może znaleźć coś dla siebie.

Pozdrawiam i do następnego razu.

Tomek ,, Strachu” Straszewski

Zasssskakujące spotkanie.

Written By: Tomek Straszewski - maj• 26•14

 

 

Piękny, upalny, słoneczny dzień maja. Starorzecze Wkry. Woda szeroko rozlana, podniesiona, ale kryształowa.

Stoję pół dnia po kolana w cieplutkiej wodzie. Wykonałem już z 200 rzutów i nic. No, może nie do końca, licząc szczupaczka wielkości ołówka, próbującego połknąć poppera takiej samej wielkości jak on sam.

Przez cały dzień towarzyszy mi żaba wygrzewająca się w płytkiej wodzie za mną. Bacznie mnie obserwując wygląda na mnie z zalanych traw, jakieś pół metra ode mnie.P1000318

Jest już późne popołudnie. Czas już chyba kończyć łowienie.

Znienacka słyszę za mną cichy pisk. Zupełnie jak pisklę w gnieździe. Odwracam się i nie mogę uwierzyć w to co widzę!!

Tam gdzie jeszcze przed chwilą siedziała żaba leży…… metrowej długości zaskroniec!!! Trzyma w żelaznym uścisku szczęk żabę, za nogę.P1000348

Pisk, który słyszałem wydaje żaba. Wąż sprawnie poprawia chwyt i już trzyma ją w pół. Powoli, niespiesznie zaskroniec zsuwa się tyłem do wody i bez stresu opływa mnie 30 cm od moich nóg. P1000349

Stoję jak zahipnotyzowany, wąż zaparkował w przybrzeżnych trawach. Odwrócił żabę głową w stronę przełyku i połknął . Wyraźnie widziałem jak żaba wewnątrz jest przesuwana w kierunku żołądka.

Można mówić, że to dramat czy okropieństwo. Pamiętajmy, że to natura tak to zaplanowała. Drapieżniki zabijają dla zaspokojenia głodu, nie dla przyjemności.

Widywałem wcześniej zaskrońce, ale nigdy tak duże.

Dla mnie był to niesamowity spektakl.

Tomek ,, Strachu” Straszewski

Szwecja, szczupaki i inne przysmaki…

Written By: Tomek Straszewski - maj• 19•14

DSC_9294

 

 

WSTĘP

Tą autentyczną opowieść postanowiłem podzielić na dwie lub nawet na trzy części. Ilość zdarzeń i przygód jakie miały miejsce w czasie tych ośmiu dni, ich intensywność, charakter i zdumiewająca czasami absurdalność zasługują na szczegółowy opis.

Mam nadzieję, że podczas tej lektury choćby w minimalnym stopniu doznacie tych emocji i uczuć jakie nam towarzyszyły. Takie wyprawy pamięta się do końca życia.

Miłej lektury i…dobrej zabawy.

,,Strachu”

 

PROLOG

Kilka tygodni temu…

Na sklepie mnóstwo ludzi. Bardzo intensywny dzień. W przerwie pomiędzy rozmową z jednym, a następnym klientem w mojej kieszeni odzywa się telefon. Patrzę na wyświetlacz…JARECKI WTV.

Rozmowa trwała zaledwie 2 minuty. W skrócie wyglądała tak: ,,Lecimy do Szwecji, właśnie kupuję bilety na samolot, daj mi swoje dane! Lecisz?”

To nawet nie skrót, tak to poprostu wyglądało. Moja odpowiedź była równie szybka: ,,Oddzwonie za minutę.”

W ciągu jednej minuty udaje mi się załatwić zgodę na wyjazd i w pracy i w domu( szok!! ). Oddzwaniam do Jarka: ,,Ok, lecimy!!”

Wkrótce formuje się pięcioosobowa ekipa. Jarecki, Wodziniak, Ja (ekipa WTV), Konrad Kolańczyk (KR FISHING) i Remigiusz Kolańczyk (PURE FISHING ). Bardzo ciekawa mieszanka wędkarsko-towarzyska.

Idea wyjazdu jest prosta. Lecimy na szkiery połapać szczupaki, potestować trochę sprzętu i nakręcić dobry materiał, z którego powstanie film. Termin wyjazdu od 1 do 8-ego maja.

Zapowiada się niezłe otwarcie szczupakowego sezonu….

ODSŁONA PIERWSZA

,,Przygotowania…”

To były najdziwniejsze przygotowania do poważnej wyprawy jakie miałem kiedykolwiek. Dlaczego? Dlatego, że ich prawie nie było!

Od razu założyłem sobie, że spakuję się w jedno(!), średniej wielkości, głębokie pudełko ( PLANO 2-3730-25 ).

Gumki, główki, blachy, woblery, przypony. Uwierzcie, udało mi się. No w 95%. Limit bagażu do samolotu to 32 kg. Trzeba było się pilnować. Musieliśmy zabrać ciepłe ciuchy. Prognozy pogody były bezlitosne. Bardzo chłodno, wietrznie i z opadami.

Dzień przed wylotem zrobiliśmy z Jarkiem spore zakupy spożywcze. Kupowanie jakiejkolwiek żywności w Szwecji to spore koszty i niezbyt fajne doznania smakowe (np. chleb jest słodki!). Obliczyliśmy ile parówek potrzebujemy na śniadanie przez 8 dni, zakupiliśmy odpowiednią ilość makaronu, paczkowanych wędlin, serów, herbatę, kawę, sosy w torebce, olbrzymi kawał karkówki (prawie 3 kilowy) i oczywiście odpowiednia ilość wody ognistej w różnych wariantach. Uważaliśmy przy tym, żeby cały ten stos jedzenia i picia, rozłożyć równomiernie na trzy części. Trzy, dlatego że ja, Robert i Jarecki lecimy z Warszawy. Remek i Konrad z Krakowa.

Jeszcze jedna mała kwestia. Nigdy przedtem nie leciałem samolotem… . Powaga!! Leciałem szybowcem, ale nigdy samolotem komunikacyjnym. Przyprawiało mnie to o niesamowity dreszczyk i przyznaję, że gdzieś tam głęboko był też strach he,he,he.

ODSŁONA DRUGA

,, Ku przygodzie”

Dzień wylotu. Rano pogoda przepiękna. Słońce, bezwietrznie, na termometrze prawie 17 stopni.

Zbiórka pod blokiem Jarka o 9:30. Obyło się bez większych poślizgów czasowych. Na lotnisku meldujemy się około 10:00. Przed terminalem rozdzielamy jeszcze resztę spożywki i ….tu niespodzianka. Remek i Konrad przysłali nam sporo przynęt SEBILE‚a (woblery, gumy) i kilka modeli wędek FENWICK‚a. Jarek rozdzielił to wszystko w/g kategorii wagowej. Ja na lekko, Robert średnie przynęty, Jarek ciężko.

Czas na odprawę. Kolejno wkładamy bagaże na wagę. Przy okazji robimy małe zakłady, o to kto będzie najbliżej limitu. Robert wygrywa, równe 32 kg, dalej Jarecki 31,7 i ja 30,6. Wędki w tubach na bagaż sportowy i dalej przez kontrolę. Za chwilę jest już po wszystkim. Szybkie zakupy na bezcłówce ( oczywiście jakby miało zabraknąć wody ognistej he, he, he). O 11 siedzimy już w samolocie. Liczyłem na miejsce przy oknie, ale chłopaki byli szybsi. Trudno. Zapinam pas i z lekkim nerwem czekam na start.

Samolot staje na końcu pasa. Huk silników się wzmaga i nagłe przyspieszenie wgniata w fotel. Airbus wyrywa do góry jak wystrzelony z procy.

Po kilkunastu sekundach przez okno widzę w dole Warszawę w całej krasie. Przedziwne uczucie. Przed nami godzina i 20 minut lotu. Następny krok już na szwedzkiej ziemi, lotnisko Skavsta (Sztokholm).

ODSŁONA TRZECIA

,,Na szwedzkiej ziemi”

Lot minął baaardzo szybko i spokojnie, do momentu lądowania.

Sądząc po minach Jarka i Roberta to nie było normalne lądowanie. Zaraz po zejściu pod poziom chmur dało się odczuć jak mocny wiatr wieje w okolicach lotniska. Przez dobre 15 minut lot przypominał jazdę kolejką górską. Samo lądowanie…samolot przyziemił bardzo twardo robiąc tzw. kangura. Zaraz później podczas hamowania wiatr próbował zepchnąć nas z pasa. Na załodze też musiało to zrobić wrażenie, bo po zatrzymaniu się samolotu stewardesa ogłosiła, że wylądowaliśmy w ….Oslo. Dostała za tą gafę gromkie brawa.

Po wyjściu z samolotu doznaliśmy lekkiego szoku termicznego. Niska temperatura i wiatr jakie nas przywitały nie dawały cienia złudzeń, co do tego, co nas czeka.

Na parkingu czekał już na nas Cris. To u niego będziemy mieszkać i jego łódkami będziemy pływać. W niecałą godzinę jesteśmy na miejscu. Krajobraz i przyroda jaką zastajemy zatykają dech w piersiach. Skały, lasy, pola, stada dzikich gęsi, żurawi, orły, zające, sarny…można wyliczać bez końca.

Szybko rozpakowujemy manele, bo woda jest w zasięgu wzroku i człowiek jakiejś szajby dostaje i gdyby mógł zaraz pognałby nad wodę z wędką.

Okazuje się, że nie będzie z tym tak prosto.

Jedna łódź (mniejsza) jest w garażu na przyczepie. Druga (większa), stoi na podwórku na….dwóch wannach i drewnianych kołkach. Trzeba będzie ją wciągnąć na przyczepę a potem obie łódki zwodować 5-6 km stąd.

Przez moment mam dziwne przeczucie, że coś się wydarzy.

Same łodzie przedstawiają się ciekawie.

Mniejsza, typowo wędkarska. Całkiem sporo miejsca w środku, podesty do wygodnego łowienia, kokpit z kierownicą i manetką gazu, 25 konny dwusuwowy silnik na pawęży. Wygląda praktycznie i rasowo.

Większa łódź przypomina nieco….stary, amerykański krążownik szos (w sensie wrażenia wzrokowego). To kabinówka w drewnie ze ogromnym i ciężkim 100 konnym silnikiem Mercury, również dwusuwowym (silnik chyba starszy niż sama łódź). Sterowana jest również kołem i manetką. To, że ma swoje lata widać jak na dłoni. Czas odcisnął na niej swoje zęby. Jest jednak w niej coś… . Coś czego nie potrafię wytłumaczyć. Trochę tak, jakby ta łódź miała swoją duszę, klimat, jakiś magiczny magnetyzm.

Jest już po południu i trzeba ostro brać się do roboty. Konrad i Remik będą dopiero późnym wieczorem. Do tego czasu trzeba się z tym uwinąć. Mamy 8 dni na to, żeby poznać łowisko i znaleźć ryby. Jesteśmy na nieznanym łowisku, bez przewodnika, czeka nas kupa roboty. Na jutro wszystko ma być już gotowe i nic tylko łowić.

Jakże dalekie to było od rzeczywistości….

ODSŁONA CZWARTA

,, Gremliny ,,

Gremlin, to w/g definicji fikcyjny stwór, legenda, złośliwy chochlik, który powoduje niewytłumaczalne, niespodziewane, trudne w naprawie uszkodzenia, defekty i usterki urządzeń technicznych.

To, o czym przeczytacie za chwilę jest chyba dowodem na realne istnienie tych wrednych, złośliwych i natrętnych istot.

Mniejsza łódź jak już wspomniałem była na przyczepie więc zawiezienie i zwodowanie jej nie było problematyczne. Cris z Jarkiem uwinęli się z tym szybko. Jarek został na wodzie, czekając na przywiezienie drugiej łódki. Oczywiście tuż przed wyjazdem z pierwszą łódką, po cichu poprosił mnie o złożenie na szybko dwóch wędek, co też uczyniłem. Czas oczekiwania  na wodowanie drugiej łódki umilał sobie ćwicząc łowienie z opadu w miejscu, które wręcz pachniało sandaczem. Cwaniak.

Ja, zostałem w domu i przez ten czas rozpakowałem swój bagaż, naszykowałem wędkarskie ciuchy.

Robert też miał co robić. Poszedł wzmacniać pomost, do którego mieliśmy cumować łodzie. Zabrał ze sobą potrzebne narzędzia, parę desek i zniknął za lasem.

Wrócił Cris. Odstawiliśmy małą przyczepę i…….. . No właśnie. Zostało nas dwóch i wielka krypa stojąca na dwóch wannach. Dotarło do mnie, że będzie to niezła jazda.

Cris to jednak bardzo oryginalna postać. Jego zapał, zaangażowanie oraz dystans do tego rodzaju wyzwań zadziwił mnie z miejsca i wpompował nowe siły w mojego ducha.

Niestety wszystko szło sprawnie do pewnego momentu. Udało się nam wciągnąć łódź do połowy przyczepy, ale usunięcie wanien spod kadłuba okazało się dużo większym wyzwaniem. Na szczęście pojawił się Robert. We trzech daliśmy radę, choć też nie bez problemów. Silnik, jego kolumna, była zanurzona w plastikowej beczce, stojącej z tyłu łodzi. Żeby wyciągnąć bekę z pod silnika trzeba było podnieść kolumnę silnika. Sam silnik waży jakieś 150 kilo. Ja podtrzymywałem łódź plecami z jednej strony, chłopaki szarpali się w tym czasie z silnikiem i beczką. Długo nam się zeszło. Udało się. Słońce było już dość nisko nad horyzontem, gdy łódź była gotowa do podróży.

Wrzucam do łodzi kanister z paliwem, liny, kotwicę, wkładamy ciepłe ciuchy i w drogę.

Nasze zadanie polegało nie tylko na wodowaniu łodzi. Trzeba było jeszcze przepłynąć nimi z miejsca wodowania do naszego pomostu. Około 3-4 km wodą. Czas nas gonił.

W drodze na slip, Cris opowiada nam jak to ostatnio koło mu odpadło w tej przyczepie, na której holujemy łódź. Wywołało to u mnie i u Roberta cykliczny odruch zerkania w lusterka, odwracania głowy i patrzenia czy wszystko z tyłu ok. Tak dla pewności, że jeszcze coś ciągniemy.

Dotarliśmy na miejsce. Przyczepa do wody. Łódź powoli zjeżdża z przyczepy i nagle stop! Ani centymetra dalej.

Silnik ma długą kolumnę. Zarył się w dno równo i blokuje dalsze wodowanie. Dopiero wtedy Cris zwrócił nam uwagę na to, że jest bardzo niski stan wody. W/g jego relacji brakowało 70-80 cm wody (?!). Nie pozostało nam nic innego, jak wgramolić się z Robertem na łódź i podnieść maksymalnie kolumnę silnika. Przypominam, że silnik waży około 150 kg. Zanim się z tym uporaliśmy byliśmy mokrzy od potu, a ręce wydłużyły się nam o jakieś 30 cm. Najważniejsze, że się udało! Łódź z gracją unosiła się na wodzie.

Uśmiechnięci wlaliśmy paliwo, odpalamy silnik, wrzucamy wsteczny i…i nic się nie dzieje. Silnik pracuje, ale łódka ani drgnie. Wrzucam ponownie luz, a potem znów wsteczny i znowu nic. Powtarzam tą czynność kilkukrotnie. Przez klekot silnika przebija się głos Crisa : ,, Wsteczny!! Wrzuć wsteczny!! ” Kurna!! Przecież wrzucam!! Gaszę silnik. Łódź dryfuje z wiatrem.

Podpływa Jarek. ,, Co jest !?”

No właśnie, co? Odpalam ponownie silnik, przesuwam manetkę lekko do przodu. Bieg wchodzi i łódź powoli rusza do przodu. Odpływam trochę od slipu. Wrzucam wsteczny i…znów klapa. Wybucha krótka, burzliwa dyskusja. Dobra, płyniemy do pomostu. Tam zdecydujemy co dalej. Ustawiam łódź w kierunku płynięcia i czekam na Jarka.

Jarek staje łódką obok nas. Przesuwa manetkę gazu do przodu i…NIC!! Jak stał, tak stoi w miejscu! Wrzuca wsteczny, płynie do tyłu. Wrzuca bieg do przodu i ani drgnie. Co tu się kurna dzieje !!

Crisa na slipie już nie widać. Pewnie wsiadł w samochód i pojechał do domu.

Przez dobre 20 minut Jarek próbuje coś zrobić z silnikiem. Bezskutecznie.

Nie ma tak bogatego zasobu słownictwa, ani tego kulturalnego, ani tego niecenzuralnego, żeby opisać to, co czuliśmy i myśleliśmy w tym momencie.

Czas był bezlitosny, robiła się już szarówka. Szybka decyzja. Nasza łódź ma bieg do przodu więc weźmiemy Jarka na hol i do przodu. Lina gotowa i zamocowana. Manetka do przodu i ruszamy. Płyniemy wolnym, spokojnym tempem. DSC_9256Po jakimś czasie stwierdzam, że jak popłyniemy trochę szybciej nic się nie stanie. Popycham manetkę do przodu. Silnik nie reaguje. Ani nie rosną obroty, ani prędkość. AAAARRRGGHHHH!!!!!

Po chwili wściekłości przychodzi głupawka i wszyscy ryczymy ze śmiechu. Po kolejnych 100-200 metrach silnik niespodziewanie gaśnie. Kilkanaście prób odpalenia go nie daje żadnych rezultatów oprócz jednego….zdycha również akumulator! Znów śmiech, tylko bardziej wariacki.

Przez kilka chwil dryfujemy tak w ciszy. W końcu Jarek (chyba z desperacji) zaczyna odpalać swój silnik. Nie zostaje nam nic innego jak to, żeby Jarek holował nas na wstecznym. Jakby ktoś obserwował to z brzegu, to albo by umarł ze śmiechu albo powiadomił tutejszą Policję.

Nagle, zdarza się cud!! Jarek (niechcący) przesuwa manetkę do przodu i bieg zaskakuje!! Łapie za kierownicę i pływa w kółko naszej łodzi krzycząc: ,, Przewiążcie linę,bo nie będę ryzykował wrzucania na luz!!” . Błyskawicznie przewiązujemy linę tak, żeby to Jarek nas holował. Udaję się. Teraz to my jesteśmy na holu.DSC_9281 Poruszamy się nawet z większą prędkością niż poprzednio! Byle do przodu.., to najważniejsze.

Po drodze podziwiamy trzcinowiska, zatoki, skały, ptactwo. Wiatr ucichł całkowicie, ale zrobiło się piekielnie zimno. Dopływamy do trzcinowego przesmyku, którym możemy skrócić sobie drogę do pomostu. Normalnie musielibyśmy opłynąć jeszcze dużą, skalistą wyspę. Biorąc pod uwagę nasze problemy techniczne i szczęście, nikt z nas nie bierze pod uwagę dłuższej trasy. Umyka nam z pamięci ostrzeżenie Crisa o niskim stanie wody, bo w tym wypadku przejście przez ten przesmyk może być problematyczne.

Przesmyk w najszerszym miejscu ma jakieś 5-6 metrów. Po jego przekroczeniu wpływa się na szeroka trzcinową zatoczkę, która kończy się większym przesmykiem i wyjściem na naszą docelową, dużą zatokę (tam jest nasz pomost).

W pewnym momencie, przed łódką Jarka widać potężne zawirowanie na wodzie! Widać również ślad uciekającej dużej ryby. Po szybkości i gwałtownych zmianach kierunku wnioskujemy, że to szczupak. to wydarzenie wywołuje u nas euforię i podekscytowanie. Są ryby!! I to jakie. Nie zauważamy jak silnik Jarka zaczyna wyrzucać za sobą olbrzymie ilości mułu i roślin. Prędkość poruszania spadła niemal do zera. Zanim ochłonęliśmy ugrzęźliśmy na mieliźnie. Silnik Jarka zgasł i zapadła złowroga cisza… . Utknęliśmy u wyjścia z tej małej zatoki. Nasz pomost był już widoczny, zostało nam tylko jakieś 400 metrów.

Jarkowi udaje się odpalić silnik. Oczywiście biegu do przodu nie ma, tylko wsteczny. Problem jest gdzie indziej.

Zanurzenie dużej łodzi jest o wiele większe od małej, no i długość kolumny silnika!! Teraz musimy wyrwać jakoś dużą łódź z tego bagna.

Trzeba dźwignąć mocno silnik, żeby Jarek spróbował nas ściągnąć na głębszą wodę. Wpadamy z Robertem na pomysł jak podnieść silnik.

Na szczycie osłony silnika jest duże mocarne ucho. Znajdujemy w kabinie kawał grubej, solidnej liny. Przeplatamy ją przez ucho i w momencie, gdy Jarek na wstecznym daje pełny gaz ciągniemy mocno linę, podnosząc silnik, kładąc się niemal na płasko na dnie łodzi (na zasadzie przeciwwagi). Trwa to jakieś 30-40 sekund. Udaje się!! Wypływamy na głębszą wodę. Rany, byle tylko doczłapać się  do pomostu.

Po drodze Jarkowi znów udaje się wrzucić bieg do przodu. Powtórka z rozrywki. Jarek przekłada linę na rufę i holuje nas w sposób normalny. Dopływamy do pomostu.

Tu mamy kolejne spotkanie z dużą rybą. W momencie, gdy łódka Jarka dobija do pomostu z przybrzeżnych trzcinowisk zrywa się do ucieczki kolejny bardzo duży szczupak. Jarek widzi go jak na dłoni (woda przy pomoście jest czyściutka), rozentuzjazmowany krzyczy coś o metrówce. Jego mina mówi wszystko. Atmosfera staje się jeszcze bardziej gorąca w momencie, gdy cumujemy z Robertem dużą łódź. Tuż przy pomoście, na skraju zanurzonych roślin widzimy przepływającego kolejnego szczupaka. Bez dwóch zdań około metra!

Po tych wszystkich przejściach widok dużych ryb podnosi nas na duchu. Parafrazując słynne powiedzenie, złe miłego początki. Mam taką nadzieję…

Od pomostu do naszej kwatery mieliśmy jakieś 600 metrów przez pola i skalne wzniesienie. Taki spacerek to przyjemność. Aha, chyba, że się dźwiga duży (czyt. ciężki), 130 ah akumulator. Musieliśmy go zabrać do ładowania. Było już prawie ciemno.

Dotarliśmy do domu  Crisa milcząc i powłócząc nogami. Cris pojechał na lotnisko po Konrada i Remika, a my zajęliśmy się przygotowaniem posiłku i dyskusjach na temat tego co się dziś wydarzyło.

Najedzeni, czekaliśmy z butelką czegoś mocniejszego na chłopaków. Po półtorej godziny byliśmy już w komplecie. Od razu zrobiło się gwarnie i wesoło. Rozmowom i śmiechom nie było końca, niejaki Jack Daniels o to zadbał. Naszykowaliśmy też sprzęt. Wreszcie ktoś zerka na zegarek  i daje komendę dość. Jest parę minut po trzeciej nad ranem. Grzecznie rozchodzimy się łóżek, za parę godzin trzeba znów walczyć..

Ładuję się do śpiwora, oczy zamykają się błyskawicznie. Przez ułamek sekundy widzę w głowie nasze łódki i ohydnego, złośliwego gremlina skaczącego po silnikach. Obraca się powoli w moją stronę i z perfidnym uśmiechem skrzeczy…,, To jeszcze nie koniec!!”

Nie mówcie mi, że te stwory nie istnieją….

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

C. D. N.

Tomek ,, Strachu” Straszewski